Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Dzień solidarności z Kościołem prześladowanym

niedziela, 08 listopada 2009 21:17
Dla dwustu milionów chrześcijan wyznanie wiary w Jezusa Chrystusa jest równoznaczne z narażeniem życia.
Trzysta pięćdziesiąt milionów chrześcijan doznaje rozmaitych form dyskryminacji.
Co trzy minuty ginie za wiarę jeden chrześcijanin.

Nie w starożytnym Rzymie.
Nie "dawno, dawno temu".

Teraz.

Dzisiaj.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Do P. T. Korespondentów

środa, 28 października 2009 21:36
Na listy odpowiem sukcesywnie - proszę o cierpliwość i wyrozumiałość.

komentarze (4) | dodaj komentarz

PKP czyli Przypadki Książek Pokładowych

sobota, 24 października 2009 22:59
Wróciwszy do pracy po przerwanym urlopie przy pierwszej nadarzającej się okazji zapytałem „z głupia frant" starszego dyspozytora: a może by tak w październiku dokończyć ten przerwany urlop? Okazja do „targu" była dobra, bo starszy właśnie zadzwonił do mnie żeby zamienić mi służby. Pochrząkał, pocmokał, w głowę się podrapał (tego akurat nie było słychać ani tym bardziej widać, ale od czego wyobraźnia, nieprawdaż?)... No dobra, niech będzie. Ale jak będzie trzeba to znowu zerwę. W porządku - potwierdziłem zawarcie dżentelmeńskiej umowy i drugiego października udałem się kontynuować wypoczynek.
Telefon milczał, milczał - ale w końcu się odezwał. Panie Marku, by pan przyszedł w piątek na noc... Dobra, jak umowa to umowa, zresztą i tak zbierałem się już do powrotu. Można by rzec - przeczułem sprawę. Starszy podyktował mi służbę - bez numeru, ułożoną operatywnie z powodu rozmaitych zamknięć i robót torowych. 12243 do Radomia, powrót 21220, zjazd służbowym ze Wschodniej do Wawra i wyprowadzenie z powrotem na Wschodnią pod pociąg 150. Równe dwanaście godzin. Będzie ciemno i - jak znam życie - mglisto.
Swoim zwyczajem zjawiam się na Grochowie nieco wcześniej. Kto późno przychodzi, sam sobie szkodzi - tej zasadzie hołduję już prawie dwadzieścia pięć lat. Szybko okaże się, że również dziś przydało się wcześniejsze przyjście...
Odnowiona i powiększona dyspozytornia to wręcz salon w porównaniu do starego, ciasnego pomieszczenia. Funkcjonuje już przeszło miesiąc ale ja dopiero dziś mam okazję ją obejrzeć. Dyspozytor przydziela mi EN57-1908 i EN57-1923. Kluczy od 1908 nie ma na wyznaczonym haczyku - co jest? Była na wypadkowej, klucze są w narzędziowni. Po drodze wstępuję do pomieszczenia turnusu po książki pokładowe. Od 1923 jest, od 1908 nie ma. Może ktoś już zaniósł na tabor? W kabinach też nie ma. Wracam do dyspozytora. Panie Tadziu, nie ma książki pokładowej od 1908. Dyspozytor dzwoni do mistrza zmianowego. Za kilka minut mistrz oddzwania. Dyspozytor przewraca ogromne kartki dziennika, czegoś szuka...
 - Pojechała - rzuca w końcu do słuchawki. - To się narobiło - mówi do mnie. - Maszynista wyjeżdżał jednostką 1808 a wziął książkę z 1908. Jak one są ustawione?
 - 1908 jest z tyłu.
 - Pasuje, dodamy ci na czoło 1925 a 1908 zostanie. Janek! - woła maszynistę przetokowego - bierz manewrowego, wyjedźcie 1925 z pierwszego i dodajcie na czoło na szósty a urwijcie z tyłu 1908.
Ostatecznie wyjeżdżam jednostkami 1923 i 1925. O dziwo - wyjeżdżam planowo. Jak to jest, że mimo nieustannego mętliku pociągi wyjeżdżają zgodnie z rozkładem - pozostanie chyba niepojętą tajemnicą Grochowa. Widocznie jakiś „genius loci" unosi się nad tym miejscem...

 

Pociąg 12243 obsługiwany jest zasadniczo przez skład wagonów piętrowych z lokomotywą, jedynie dziś wyjątkowo składa się z jednostek. Jutro będzie zamknięcie toru na szlaku Warka - Grabów nad Pilicą i wszystkie obiegi składów są pozmieniane. Jadę w planie „piętrusa", zatem przez Centralną. Jedna z nielicznych okazji do jazdy po torach dalekobieżnych. Most, hamowanie kontrolne - i miła niespodzianka: hamulec „bierze" równiutko na obu jednostkach a do tego klocki piszczą ocierając sięo koła. To jeden z moich ulubionych odgłosów kolei. Może być fajnie! Zamieszanie przy wyjeździe z Grochowa odchodzi w niepamięć, ważne jest „tu i teraz". Na Centralnej zatrzymuję się z piskiem, jak za dawnych lat. Co prawda dwie EN57 to nie to samo co piętnaście pulmanów, ale megafonowe komunikaty udało się nieco zagłuszyć...

 

Ruszyłem z Zachodniej, rozjazdy kierują mnie w tor 1R. Na wysokości budynku podstacji odzywa się alarm w radiotelefonie. Stoimy. Lawina wywołań, rozmowy nakładają się jedne na drugie, trudno coś zrozumieć. Na węźle warszawskim często tak bywa. Wreszcie mogę się wcisnąć:
 - Zachodnia dalekobieżna, 12243 odebrał alarm, czy są jakieś wiadomości na ten temat?
 - Nie ma przeszkód, można jechać dalej.
 - Zrozumiałem, dziękuję.
No to jedziemy.

 

Okęcie „trzyma" pod wjazdem, krzyżujemy pociąg z przeciwka. Korzystam z nieplanowego postoju i otwieram boczne okno. Na opadłych liściach szeleści mżawka. Wieczór jest zamglony i jak na tę porę roku ciepły. Przybrane w opalizującą aureolę światło semafora wysyła przed siebie wąski stożek czerwieni stopniowo niknący w ciemności i mgle. Stoję w oknie i wchłaniam w siebie to niesamowite „coś" - połączenie widoku, zapachu, odgłosów i jakiejś nieokreślonej nostalgii w jeden przedziwny, nieopisywalny słowami koktajl...
Parzysty osobowy przejechał, zaraz też sroga czerwień zmieniła się w zielono-pomarańczową radość - sygnał S10. Jedziemy.
Szkoda że semafor nie był kształtowy...

 

Mżawka znaczy na przedniej szybie swoje drobniusieńkie cętki, mgła to gęstnieje, to rzednie... Tylko noc jest wciąż jednakowo ciemna. Do Radomia bez wydarzeń. Jednostki przechodzą na pociąg 6027 do Skarżyska, ja idę na tor 9 gdzie przyjmuję EN57-1593 i EN57-1742. To będzie pociąg 21220 do Warszawy Wschodniej. 3.18 z Radomia. Mżawka przestała padać, mgła zrzedła. Sobota, więc podróżnych mało, postoje na przystankach krótkie, trzeba uważać żeby nie zrobiło się „przed czasem". Jazda idzie planowo i spokojnie. Tak już do samego końca.


komentarze (9) | dodaj komentarz

Przerwany urlop

środa, 23 września 2009 23:29

Zostałem odwołany z urlopu. Kilku starszych kolegów „odpadło" na badaniach okresowych i zrobiło się za mało ludzi do pracy. Zamiast miesiąca - odpoczywałem tylko dziewiętnaście dni. Dwudziestego września wieczorem trzeba znów zasiąść za nastawnikiem. Na początek przypadł mi pociąg 241 do Skierniewic. Ostatni wieczorny pociąg - zdarzają się nieprzewidziane „atrakcje" związane z nadmiernym temperamentem niektórych podróżnych... Nocą z niedzieli na poniedziałek zazwyczaj jest spokojnie, ale w Skierniewicach było dziś Święto Owoców, Warzyw i Kwiatów. Świętowanie w Polsce jest niestety nieodłącznie związane z pijaństwem - ciekawe jak będzie wyglądał kilkugodzinny nocny postój... Pan Tadeusz, którego zmieniam, jest właśnie mieszkańcem Skierniewic, zatem szybko poruszam nurtujący mnie temat skierniewickiego święta. Okazuje się, że było zupełnie spokojnie a na rynek, gdzie odbywały się główne obchody, nie można było wnosić żadnego alkoholu. Może więc obejdzie się bez awantur...

Planowo i bez problemów docieram o 0.02 do Skierniewic. Świętowanie już ucichło, muzycznych łomotów ani pijackich wrzasków nie słychać. W torach postojowych krząta się patrol SOK. Po drugiej stronie torów głównych ciemna, śpiąca parowozownia i zgromadzony na jej terenie zabytkowy tabor. Jest zwyczajnie, tak jak zawsze. Może nic złego się nie zdarzy...

Około trzeciej dwadzieścia na pulpicie zapala się „choinka" lampek kontrolnych. Zanik napięcia w sieci? Nie, pierwsza jednostka - EN57-204 - pracuje normalnie, wyłączyła się tylko druga - EN57-1682. Czyżby coś z przetwornicą? Kilka razy próbuję uruchamiać - nic z tego, na 1682 działa nadmiarowy przetwornicy. Nie ma rady, trzeba zrobić przeniesienie napięcia. Zupełnie rutynowa czynność - jedna przetwornica będzie zasilać baterie i obwody sterowania na obu jednostkach. Do tego przełączyć oświetlenie pociągu na awaryjne i odłączyć uszkodzoną przetwornicę od sterowania wielokrotnego. Czynności w szafce niskiego napięcia są praktycznie odruchowe - drugi pakietowy z lewej w górnym rzędzie, pierwszy z prawej w dolnym: trach, trach - i po sprawie. Aha, sprężarkę też trzeba odłączyć, po co ma stycznik „chlapać" na próżno, skoro i tak przetwornica nie da napięcia... Więc jeszcze jedno „trach" - pierwszy z prawej w górnym rzędzie. Odwracam się żeby wyjść z szafki - i głowa uderza o coś twardego i ostrego. A żeby cię... To ten cholerny radiator od diody zwrotnej baterii! Czuję że z uderzonego miejsca zaczyna płynąć kropla... Szybko sięgam po chusteczkę, która przyłożona do skroni robi się czerwona. No ładnie... Przeglądam się w lusterku. Walnąłem się w prawe zakole skroniowe. Dwadzieścia lat temu to miejsce było ukryte w gąszczu włosów, dziś to już „otwarta przestrzeń". Trochę będzie widać... Po piętnastu minutach udało się zatamować krwawienie. Nawet nie nabiłem sobie guza...

Teraz 180 kilometrów jazdy „na jedną przetwornicę" - ze Skierniewic do Pilawy i z Pilawy do Warszawy Zachodniej. Na jedną przetwornicę - zatem również na jedną sprężarkę. Skład jest szczelny, nie powinno być problemów. Jednak jeden się znalazł - na wyjeździe z Grodziska Mazowieckiego pod izolatorem sekcyjnym. Wahnięcie napięcia było na tyle duże, że wyłączyła się przetwornica statyczna na EN57-204. Musiało się to stać podczas pracy sprężarki, bo przetwornica się zresetowała a sprężarka nie. Dojeżdżam do Milanówka i zauważam że powietrza jest już poniżej sześciu atmosfer. Wyłączyć sprężarkę na pulpicie, policzyć do dziesięciu i załączyć ponownie. Taki stary indiański sposób na nowe sprężarki śrubowe. Pomogło.

Po skończonej służbie jeszcze kilkanaście minut na wypełnienie arkusza samooceny i rozmowę oceniającą - i można wracać do domu. Kolejowy młynek zaczął się kręcić na nowo.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nie tylko EZT

poniedziałek, 10 sierpnia 2009 18:39
"Jechał sobie - powiem szczerze -
maszynista na rowerze!
Mijał lasy, czarne chmury,
jechał szybko - było z góry."

Tak można by sparafrazować znaną piosenkę Andrzeja Rosiewicza. Dalszy jej ciąg już mnie nie dotyczy - nie stali za zakrętem i roweru nie zabrali. Nie zapłaciłem także trzystu złotych ani też "górala" bo jeżdżę prawidłowo i kulturalnie (mam nadzieję). Tutaj zamieszczam od jakiegoś czasu relacje z moich wypraw rowerowych. Nie tylko pociągi są na świecie - inne pojazdy też są miłe a wrażenia z podróży odwrotnie proporcjonalne do szybkości przemieszczania się. Zapraszam!

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 21 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 144051

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Przeżycia i wspomnienia ze szlaku... a może i nie tylko ze szlaku...

O mnie

Witam! Marek jestem, z Legionowa koło Warszawy. Zawodowo - maszynista Kolei Mazowieckich; niezawodowo - trochę fotograf, trochę marzyciel, trochę "leśny ludzik"...
Prawdopodobnie zawitają tu również nie-kolejarze, jeśli zatem jakieś sformułowanie będzie niezrozumiałe - zapraszam do korespondencji: marek.leg@gmail.com

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 13.11.2009 15:18:10
  • autor: Lenka
  • treść: Ładne wiersze :) Poz...

Statystyki

Odwiedziny: 144055
Wpisy
  • liczba: 136
  • komentarze: 639
Galerie
  • liczba zdjęć: 227
  • komentarze: 109
Księga gości: 117
Punkty konkursowe: 1202
Bloog istnieje od: 1019 dni

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 28.10.2009 15:24:56
  • autor: Franula
  • punkty: 100
  • treść: świetny i ciekawy bl...