Zapiski maszynisty

Pamiętnik maszynisty

W stylu retro

Miało być jak zawsze - było jak nigdy.

 

Z Grochowa mam pojechać pojedyńczym "Elfem" jako pociąg służbowy na Czyste, przekazać go koledze na pociąg 15321, wziąć innego "Elfa", pojechać służbowym na Gdańską i stamtąd dwa razy do Nasielska. Dyspozytor wyznacza mi EN76-023. Pobieram klucze, otwieram książkę pokładową i przeglądam ostatnie zapisy. Nieczynne WC, nieczynne WC, nieczynne WC... Kibel wiecznie żywy - oczywiście w tym przypadku jako problem. Wymieniono WC - głosi ostatni wpis mistrza zmianowego. Zobaczymy jak to będzie działało.

 

Idę na tor 74. Przydzielony mi "Elf" uruchamia się bez problemu. Sterowanie jest, oświetlenie działa, ogrzewanie też. Drzwi się otwierają i zamykają, radio-stop czynny, łączność prawidłowa. Pora zajrzeć do toalety. Spłukiwanie działa, ale towarzyszące mu psiukanie i cmokanie jest jakieś inne niż zazwyczaj. Ponownie naciskam przycisk spłukiwania.

 

Następuje cisza.

 

Od razu wiem że jest to cisza złowróżbna.

 

No nic, może da się zresetować. Niestety - po resecie nadal brak spłukiwania a na komputerku sterującym pracą WC zaświeca się jedna z czerwonych diodek. Сильный воздух отсутствует. Tak, to nie pomyłka - opisy są po rosyjsku. Dobrze że co nieco pamiętam ze szkoły. Znaczy że usterka jest po stronie pneumatycznej. Telefon idzie w ruch. Przyszedł serwisant z Pesy, dłubał, dłubał, w końcu stwierdził że to większa robota. Przy wymianie WC ktoś popełnił jakiś błąd. Czasu do odjazdu coraz mniej. Ponownie muszę sięgnąć po telefon:

 

- Panie Romanie, 023 nie pójdzie, niesprawne WC. Serwis nie zrobi do odjazdu, jakaś większa robota ponoć.

 

Po drugiej stronie połączenia słychać szelest przewracanych kartek i za kilka sekund odzywa się dyspozytor:

 

- Dobra, zostaw to i bierz 022. Stoi za trzecim kanałem.

 

Ech, te zamiany... Tabor trzeba znów sprawdzić i to w znacznie żwawszym tempie. Szczęśliwie EN76-022 jest w pełni sprawny. Wyjeżdżam trochę później niż przewiduje rozkład jazdy, ale pociąg "w drogę" odjedzie z Zachodniej planowo. Dobrze że służbowy jest wytrasowany z zapasem czasu.

 

W torach postojowych Czystego powinienem przyjąć tabor z rozłączenia pociągu 91604. Powinienem - tyle że takiego taboru nie ma. Telefon nieodłącznym przyjacielem maszynisty:

 

- Panie Romanie, co z taborem na pociąg 116153? Na Czystym nic nie ma.

- Jedź pasażerem na Gdańską. Wyprowadzimy tabor z Grochowa, będzie od razu na 19613.

- Jasne.

 

Podjeżdżam na Gdańską pociągiem który przyprowadziłem z Grochowa jako służbowy. Kilkanaście minut czekania na zimnym i wietrznym peronie drugim. Wiatr wieje wzdłuż peronów, jedynym schronieniem są podpory peronowych wiat dające jaką-taką osłonę. Może pójść na poczekalnię? Nie trzeba - od strony mostu na Wiśle pojawiają się trzy światła czołowych reflektorów i kierują się na tor piąty przy peronie drugim. Szeroko otwieram oczy z niedowierzania. Zamiast "Elfa" jadą... dwie zwykłe EN57! Ale numer! Widocznie nie było żadnego sprawnego "Elfa" i dyspozytor musiał ratować sytuację czym się da. Przypomnę więc sobie moje młodsze lata. Kolega wysiada i wraca na Grochów a ja zjeżdżam w tory postojowe. Do odjazdu jeszcze prawie godzina.

 

Kolejnym zdziwionym był kierownik pociągu:

- Mechanik, skądeś to wytrzasnął?!

- No co? Przypomnimy sobie młode lata - odpowiadam ze śmiechem.

 

Obrazek nie widziany od ponad trzech lat - dwie zwykłe, poczciwe EN57 z dumnie wypisaną na czołowej tablicy nazwą "Nasielsk". Kilkanaście minut przed odjazdem podstawiamy się w peron. Oczy czekających ludzi rozszerzają się ze zdumienia.

 

- Przepraszam, czy TO jest pociąg do Nasielska? - pytają pierwsi wsiadający.

- Tak, do Nasielska - odpowiadam raz ja, raz kierownik.

- Ale to ten o 1458?

- Tak, 1458. Dziś sobie przypomnimy młode lata - dodaję wesołym głosem. Szczęśliwie nie zanosi się na awanturę.

 

Pomagam kierownikowi umieścić w wagonie podróżnego na wózku inwalidzkim - zwykłe EN57 nie są przecież przystosowane dla osób niepełnosprawnych. Na semaforze wyjazdowym zakwita zielono-pomarańczowa radość - sygnał S10. Czternasta pięćdziesiąt osiem. Nastawnik kierunkowy na pozycję N1. W radiotelefonie głos kierownika:

 

- Dziewiętnaście sześćset trzynaście - gotów do odjazdu!

 

"Beeeee! Pssss..." - i nieśmiertelne szarpnięcie ruszającego pociągu. W wyobraźni słyszę wibracje bagażowych półek, skrzypienie podparć pudeł wagonów, piskliwie trące o siebie gumowe osłony przejść międzywagonowych, coraz wyższy ton przekładni zębatych... Poranna nerwówka z zamianą taboru ucieka gdzieś daleko. Coś we mnie w środku zaczyna się śmiać coraz głośniej. Nie przypuszczałem że jeszcze poprowadzę zwykłe jednostki na "swojej" linii...

 

Kolejne przystanki i kolejne zdziwienia. Warszawa ZOO, Praga, Toruńska... Spojrzenia takie jakbym przyjechał jakimś zabytkowym taborem z Chabówki czy Wolsztyna. Na przykład okajedynka z Bipą albo Ty2 ze składem wagonów typu 43A... Przypomina mi się przedwojenna piosenka:

 

"Raduje się serce, raduje się dusza..."

 

Którą natychmiast zaczynam parafrazować:

 

"...gdy zwykła jednostka do Nasielska rusza!"

 

Oczywiście EN57 nie wyrobią się w czasie jazdy przewidzianym dla "Elfa", zaczynamy więc łapać małe opóźnienie. Podróżny na wózku wraz z mnóstwem innych podróżnych wysiada w Legionowie. Peron pociemniał od tłumu. Przyjechali trzy minuty później. Narzekań nie słychać. W Legionowie Przystanku i w Chotomowie też. Teraz długi przelot do Janówka Sto kilometrów na godzinę przez Lasy Chotomowskie. Huk, łoskot kół, świst wiatru w nieszczelnościach okien, cykający miarowo szybkościomierz Hasler. Okna nie otwieram - w środku zimy to co najmniej nierozsądne. Ale i tak mi dobrze wśród znanych od wielu lat odgłosów.

 

"Oj dana oj dana, jednostka kochana,

nie masz to jak zwykła - nie masz, nie!"

 

Przyjeżdżamy do Nasielska siedem minut później. Pociąg 91616 do Warszawy Gdańskiej też "plus siedem". Teraz będzie trochę gorzej - z powodu opóźnienia nie zdążymy "na obrót". Do tego na zwykłych EN57 nie można zmienić kabiny sterowniczej przy otwartych drzwiach - musimy poczekać aż wszyscy wsiądą. Znów zdziwione, niedowierzające spojrzenia. Odjeżdżamy z Gdańskiej dziewięć minut później. Praga trzyma pod wjazdem - przejeżdża planowy pociąg od strony Targówka. Robi się"plus dwanaście". Do Nasielska wpada jeszcze siedem minut wydłużonego czasu jazdy. Czyli razem dziewiętnaście minut opóźnienia. Mówi się - trudno. Za to ostatni pociąg w dzisiejszej służbie czyli 91620 - przyprowadzam do Warszawy Gdańskiej tylko trzy minuty później. Dwudziesta druga dwadzieścia jeden. Ostatnim zdziwionym jest wchodzący do kabiny zmiennik:

 

- A co to jest??

- A co? W stylu retro dzisiaj! - odpowiadam śmiejąc się. - Wszystko w porządku, nic się złego nie działo. Zielonej!

- No dzięki, najlepszego.

 

Wysiadam na peron i odprowadzam wzrokiem dwie EN57 - 1799 i 1902. Ślizgacze pantografów dziarsko trą o przewód jezdny, silniki trakcyjne nabierają obrotów podając swoimi przekładniami coraz wyższy ton. Czerwone latarnie sygnałów końca pociągu znikają na łuku za nastawnią dysponującą "WG". O 2246 przyjeżdża pociąg do Ciechanowa którym pojadę do domu. Delikatnie szumi klimatyzacja w piętrowych wagonach Bombardiera. Odgłosów biegu pociągu prawie nie słychać. Ciepło i cicho. Nowoczesność która stała się już normalnością.

 

Jeszcze trzy lata temu były czymś zwyczajnym na linii numer 9. Dziś EN57 to niemal pociąg retro...