Zapiski maszynisty

Pamiętnik maszynisty

Maszynisto - lecz się sam

Od dawna - czyli od maleńkości - każdej zimy łapię jedną infekcję i potem na cały rok mam spokój z wszelkimi przeziębieniami. Prawidłowość pewna jak ruch Ziemi wokół Słońca. Tym razem znajoma suchość i drapanie na połączeniu nosa z gardłem pojawiły się w nocy z poniedziałku na wtorek, podczas postoju w Ciechanowie. Po powrocie do domu trzeba będzie się czymś podkurować...

 

Do apteki daleko - jak to zazwyczaj na wsi bywa. Na eskapadę do miasta nie mam czasu - na noc ponownie do pracy. Zostaje medycyna domowa - skuteczna od pokoleń, korzystająca z darów natury. Najpierw silnie bakteriobójczy czosnek. Ząbek rano i ząbek wieczorem. To nic że śmierdzi z gęby. Nie mam zamiaru się z kimkolwiek całować. W ciągu dnia herbata z imbirem i cytryną - pita prawie non-stop. Świetnie rozgrzewa i pomaga górnym drogom oddechowym. Nie mam gorączki i nie kapie z nosa. Trzydniowa kuracja odnosi błyskawiczny skutek - w czwartek wieczorem infekcja jest już tylko wspomnieniem.

 

Katar nie leczony trwa przez tydzień. Leczony - przez... trzy dni.

 

Uprzedzając komentatorów doradzających "coś mocniejszego" - alkohol nie jest lekarstwem. Zresztą maszynista i tak nie bardzo ma czas na takie "leczenie".