Zapiski maszynisty

Pamiętnik maszynisty

Minus dziewiętnaście i krótka rozmowa z kotami

Przy minus dziewiętnastu stopniach nie mam sumienia wyganiać kotów na dwór wychodząc do pracy. Zostały w domu. Kiedy były małe - troszeczkę tu i ówdzie podrapały tapetę w dużym pokoju. Nic to - się podkleiło i praktycznie nic nie znać. Mam nadzieję że od tamtej pory cokolwiek wydoroślały - bądź co bądź mają już osiem miesięcy...

Wróciwszy z pracy otwieram drzwi jednak z pewnym niepokojem. Dwa niewiniątka witają mnie na środku kuchennej podłogi. Wygląda na to że wszystko w porządku. Dokładna lustracja przynosi jednak dramatyczne odkrycie - za jednym z foteli zwisają smętnie strzępy świeżo podrapanej tapety.

Oj koty, koty... I co ja mam z wami zrobić?

Do pokoju przytuptało osiem kocich łapek. Dwa kocie ciałka rozsiadły się przed kominkiem - jakby wiedziały że zaraz rozpalę ogień i będą mogły się grzać. Popatrzyły wprost na mnie czworgiem różnokolorowych kocich oczu (Pimpek ma wokół źrenic turkusową obwódkę a dalej zwyczajną kocią zieleń, Reksio ma wokół źrenic zieloną obwódkę a dalej zwyczajną kocią żółtość). Tych czworo oczu dało mi niemal natychmiastową odpowiedź na moje - retoryczne bądź co bądź - pytanie "co mam z wami zrobić":

 - Nic. Kochaj nas. To wystarczy.

Nie pytałem już o nic więcej.