Zapiski maszynisty

Pamiętnik maszynisty

Refleksje deszczowe

Pada deszcz.

Leje.

Niezliczone krople szumią na gładkim dachu domu. W żółto-miedzianozłotym świetle "mojej" latarni gęste pionowe cętki raźno gnają w dół mieszając się przy okazji ze smugami dymu z mojego komina. Ziemia i roślinność chciwie chłoną życiodajną wilgoć. Wysiana trawa już wschodzi, maciejka i godecja wychyliły już pierwsze nieśmiałe, podwójne listki. Jak pierwsze mleczne zęby  u dziecka...

Daleko na podmokłych łąkach trwa lepka, wilgotna ciemność. W tej lepkiej, wilgotnej ciemności w najlepsze hasają dziki. Bliżej - tuż za drogą - stoi poczwórny słup z transformatorem. Mój niezawodny dostawca energii. Dobrze jest mieszkać tuż obok transformatora - nie ma spadków napięcia.

Wilgotny powiew nocy jest jak prysznic po męczącym dniu.

A można było tylko skrzywić się i mruknąć "yyyy, znowu pada...".

Wciąż się cieszę że nie jestem już miastowy...