Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Od 1%" BORDER="0"

Zdjęcia w galeriach.


Konkurs trwa!

wtorek, 29 stycznia 2008 17:11
Miło mi zawiadomić, że "Zapiski maszynisty" otrzymały 57 głosów i są już w trzecim etapie konkursu. Zatem - głosowanie ruszyło na nowo! Ośmielam się więc ponowić prośbę o głosy i będę wdzięczny za każdy SMS o treści: B00173 wysłany na numer 71222 (1,22 zł). Głosowanie trwa do 19 lutego do godziny 12. A tak na marginesie: 57 głosów - a po blogu hulają głównie EN57... Miła zbieżność!

"Zielonej drogi" wszystkim -
Marek

komentarze (6) | dodaj komentarz

EPA42

piątek, 25 stycznia 2008 16:04
Zacisze wagonowego przedziału jest miłą alternatywą wobec peronowego chłodu przyprawionego jesienno-zimową mżawką. Podróż z Legionowa do Warszawy Wschodniej trwa 30 minut, można nieco zagłębić się w książkę. Skończywszy Mirona Białoszewskiego sięgnąłem znów po twórczość Stanisławy Fleszarowej-Muskat. „Złoto nie złoto". Wczesne lata siedemdziesiąte - pewien literat szukając tematu do napisania książki wyjeżdża do Lubina aby z bliska przyjrzeć się i wejść w życie ludzi pracujących w kopalni miedzi. Wygląda na to, że powstanie kolejny socjalistyczny „produkcyjniak", jednak już pierwsze rozmowy, pierwsze spotkania sprawiają, że pierwotny szkielet książki pryska w przysłowiowy drobny mak...

Nagłe hamowanie wpiera mnie mocniej w oparcie kanapy. Zwyczaj siadania tyłem do kierunku jazdy przydał się znowu. Pewnie zerwał czuwak w lokomotywie... Jednak postój przedłuża się. Widzę że drużyna pociągowa pilnie ogląda rozjazd na którym stoi drugi wagon. Czyżby wykolejenie? Z dochodzących do mnie fragmentów rozmowy wynika, że pociąg został wyprawiony na sygnał zastępczy na źle ułożoną drogę przebiegu i doszło do rozprucia zwrotnicy. To oznacza czekanie na komisję powypadkową i oczywiście długi postój. Współpodróżni chwytają za telefony, odwołują rozmaite spotkania na które zdążali. Ja także dzwonię do dyspozytora, bo nie zdążę na planowy początek dzisiejszej służby. Szczęście w nieszczęściu, że zaczynam od sprowadzenia ze Wschodniej pociągu 8928 jadącego z Siedlec. To może zrobić któryś z maszynistów czekających akurat w „brechałce" obok dyspozytora na swój pociąg. Rozejrzawszy się dokładniej widzę że nie jest tak tragicznie - z toru stacyjnego nr 9 można wyjechać na tor szlakowy nr 3 do Warszawy Pragi. Łapię następny osobowy i już bez niespodzianek dojeżdżam na Ochotę Postojową. Sytuacja została opanowana - mam teraz czas na przeczytanie zarządzeń, wizytę w biurze, trochę koleżeńskich pogawędek... Na pociąg 8033 dostaję EN57-1682 i EN57-1742. Obie jednostki „zwykłe" - bez modernizacyjnych wynalazków, znane jako pewny tabor. Przyjąwszy skład zabieram się do wypisania wykazu pracy. Wtem wpada kolega z jednostek stojących na sąsiednim torze:
- Marek, zabieram to, na tamtych usterka - hamulec EP dostaje obce zasilanie a już zaraz wyjazd mam.
- Dobra, mówi się „trudno", siła wyższa...
To już druga dziś „siła wyższa"... Dyspozytor wyznacza mi teraz EN57-1653 i EN57-1784 na torze 126. Chyba niedawno jechałem nimi... Na taborze jest jeszcze maszynista który przyjechał z Dęblina. Na 1784 zacina się wał kułakowy. No tak - teraz już pamiętam! Usterka powtarza się już dosyć długo ale należy do gatunku tych najtrudniejszych do zlokalizowania, bowiem zacięcie występuje raz na „ileś-tam" załączeń nastawnika. Trzeba wtedy przełączyć nastawnik kierunku na „0" i sterowanie wraca. Wszyscy o tym wiedzą - to jeden z wielu „indiańskich" sposobów na dojechanie do końca trasy. O 14.30 odjazd z Zachodniej. Wśród nieustannie skrapiającej czołowe szyby mżawki opuszczam Warszawę podążając w kierunku Siedlec. Szarość deszczowego dnia przechodzącego powoli w zmierzch, oraz jesienno-zimowe ubóstwo kolorów potęguje monotonię jazdy. Coraz częściej mrugam powiekami. Ziewanie... „Beeeee!" - ostrzega donośnie czuwak. Dobra dobra, przecież nie śpię - mówię w myślach do tego jakże pożytecznego urządzenia. Sygnał czuwaka orzeźwia, „stawia na nogi" - w przeciwieństwie do usypiającej kołysanki cykającego szybkościomierza. Jazda do Siedlec trwa - a mnie przypomina się inna jazda, którą odbyłem właśnie na linii siedleckiej. Pierwsza - i jak na razie jedyna jazda doświadczalna w mojej maszynistowskiej karierze. Pamiętam, że jeszcze pracując na warsztacie uczestniczyłem w demontażu agregatu prądotwórczego z lokomotywy SM42-024. Pudło lokomotywy posłużyło następnie do zbudowania prototypu lokomotywy akumulatorowej, która w zamyśle inżynierów z COBiRTK (Centralny Ośrodek Badań i Rozwoju Techniki Kolejnictwa - jakże modne były wówczas takie długie, uczone nazwy) miała służyć do obsługi pociągu sieciowego pracującego w tunelu średnicowym, dla uniknięcia uciążliwego zadymienia. Na początku grudnia 1987 (albo 1988) roku zostałem wyznaczony do obsługi pociągu doświadczalnego numer 88641 prowadzonego tą właśnie przebudowaną lokomotywą, która otrzymała oznaczenie EPA42-001. Pociąg składał się z wagonu pomiarowego, dwóch czy trzech wagonów towarowych i poczciwej SM42 na końcu. Tonaż mniej więcej taki jak pociąg pogotowia sieciowego. Według teoretycznych obliczeń lokomotywa z tym obciążeniem miała osiągać około 50 km/godz. i taką też szybkość wyznaczono w telegramie. Jest jednak powszechnie wiadomo, że praktyka nie zawsze chadza w parze z teorią. Rozminęły się one i tutaj - z Warszawy do Mińska jest prawie cały czas pod górę i szybkość wahała się między 15 a 20 kilometrów na godzinę. Ale to była jazda! Na peronach tłumy czekających a zamiast osobowego jedzie jakieś „niewiadomoco". Lokomotywa opleciona przewodami, fachowcy w kabinie i w wagonie mierzą, liczą, zapisują... W Miłosnej kilka godzin staliśmy „na boku" żeby przepuścić wszystkie opóźnione pociągi. Mroźny wiatr zawzięcie świstał we wszystkich szczelinach kabiny, która... nie posiadała żadnego ogrzewania! Pamiętam że najbardziej zmarzło mi prawe kolano... Widocznie przy głównym zaworze hamulca była jakaś większa szczelina... Około osiemnastej dobrnęliśmy do Siedlec i zostawiliśmy cały „majdan" przy rampie po nieparzystej stronie stacji. Na drugi dzień rano dalej w świat - do Mord. Po całonocnym postoju kabina jest wymrożona jeszcze bardziej niż wczoraj, dobrze że choć słońce jako-tako grzeje przez szybę. Na pierwszym wzniesieniu za Siedlcami inżynierom zrzedły miny - jedna sekcja baterii trakcyjnych zaczęła „zdychać". Jeszcze na spadku za posterunkiem odstępowym Stok Lacki (już wówczas nieczynnym) udało się osiągnąć nawet 40 km/godz., ale w Mordach postanowiono: koniec prób, wracamy do Warszawy. Zesztywniały poszedłem w gościnę do kolegów z SM42. Ciepło kabiny przywróciło mnie do życia...

Idea lokomotywy akumulatorowej została zarzucona - EPA42-001 zapewne dokonała żywota gdzieś na bocznicy COB-u a wyjęty ongiś z SM42-024 agregat prądotwórczy być może do dziś stoi w jednej z hal lokomotywowni Warszawa Odolany. Prawe kolano czasem „odzywa się" przy jesiennych i zimowych zmianach pogody...

Wał kułakowy znów kilka razy się zaciął ale udało się przyjechać do Siedlec planowo. Z powrotem do Warszawy też. Na Ochocie Postojowej zjawia się zmiennik - poprowadzi pociąg 88145 do Łukowa. Dość kolejnictwa na dziś...

komentarze (5) | dodaj komentarz

Nocne wspominki radomskie

sobota, 19 stycznia 2008 1:28
Pomruk silników trakcyjnych przechodzi z basu w baryton, potem w coraz wyższy tenor, wreszcie pieje falsetem wśród cichej ciemności Lasów Legionowskich. W drodze do pracy towarzyszy mi dziś Miron Białoszewski - oczywiście pod postacią książki. „Stara proza, nowe wiersze. Czytelnik 1984". Nigdy wcześniej nie czytałem Białoszewskiego, więc początkowo jego pisanie wydało mi się nieco dziwaczne, inne od dotychczas czytanych książek. Mnóstwo krótkich, prostych zdań, mnóstwo równoważników zdania. Ni to opis, ni to dialog. Myśli zmieszane z rzeczywistością, przyprawione sennymi marzeniami. Ależ tak! - to jest właśnie zapis naszej zwyczajności - szybkie spojrzenia, myśli w formie obrazów, krótkie, często schematyczne dialogi, przesycone emocjami relacje z rozmaitych wydarzeń... O - już Warszawa Wola. Książka najlepszym przyjacielem podróżnego!

Pociąg 12245 odjeżdża z Warszawy Wschodniej o 20.56. Pan Henryk, który przyprowadził skład z Grochowa, kończy pracę. Standardowe przekazanie służby - i zaczynamy...

Czwartkowy wieczór tchnie zwyczajnością. Sekwencja widoków z linii średnicowej powtarza się po raz kolejny - jak czołówka kolejowego serialu. Zachodnia trzyma mnie przez chwile pod wjazdem. Jadąc do Radomia trzeba przejechać w tory dalekobieżne, co powoduje sprzeczność drogi przebiegu z innym, wyjeżdżającym właśnie pociągiem. Odbudowa podmiejskiego toru 3R wciąż nie jest ukończona - prace trwają...

Z Zachodniej do Okęcia po niewłaściwym - „jedynka" jest przebudowywana. Na posterunku odgałęźnym Aleje Jerozolimskie zaczątki nowych peronów i... ciemny semafor. Zatem dyktando przez radiotelefon: Rozkaz pisemny „N" numer... dla pociągu 12245, dnia 17 stycznia 2008. Zezwalam po otrzymaniu tylko tego rozkazu pisemnego przejechać obok wskazującego sygnał „Stój" semafora wyjazdowego „O" i wyjechać w kierunku Okęcia na tor szlakowy lewy nr2. Aleje Jerozolimskie, godzina 21.19, dyżurny ruchu (nazwisko)...

Jedziemy. Zaczyna kropić deszcz, robi się jakoś tak nostalgicznie. Czyżby miały mnie dziś znów dopaść jakieś kolejowe reminiscencje? Wycieraczka miarowo zgarnia z szyby coraz gęściej padające krople, cykający jednostajnie szybkościomierz patrzy na mnie swoim nieruchomym, zielonym, kocim spojrzeniem. Migający białym światłem sygnał zastępczy zezwala na wjazd do Okęcia. Wagony kolejno zataczają się na przejściu rozjazdowym prowadzącym ponownie na tor właściwy - prawy. Na peronie razem z grupką podróżnych czekają - wspomnienia...

Warszawa Okęcie... Będąc jeszcze pomocnikiem maszynisty trafiałem tutaj prowadząc pociągi zdawcze na ET21-595, później manewry na SM42-300 z nieżyjącym już maszynistą Janem Kędzierskim. Na Okęciu operowały wtedy na manewrach trzy odolańskie SM42 i trzy praskie ST44. „Gagariny" prowadzały składy z węglem do Jeziornej, SM-ki podstawiały wagony na niezliczone wówczas bocznice. Stacja miała sygnalizację kształtową i sześć nastawni wykonawczych. Dziś czynne są Ok1, Ok2 i dawna Ok6 która obecnie jest nastawnią dysponującą. Po nastawni Ok3 - kwadratowym budyneczku z czerwonej cegły - został fundament. Ok4, Ok5 i dawna dysponująca Ok stoją nieużywane. Odprawa pociągów ciągle w tym samym miejscu, wycięto jedynie stare topole wokół budynku. Gdzieś tutaj, na jednym z torów zaczęła się moja pierwsza zawodowa przygoda na kolei. Tuż po skończeniu technikum, w pierwszych miesiącach pracy na Odolanach, jeszcze jako pracownik warsztatu, zostałem wyznaczony do konwojowania nieczynnej lokomotywy SM30-097 przesyłanej do zakładów naprawczych w Nowym Sączu. Któregoś wrześniowego świtu 1984 roku zjawiłem się na Okęciu szukając wśród torów „mojej" lokomotywy włączonej do pociągu zbiorowego numer 12171 relacji Warszawa Okęcie - Radom. Tak się to wtedy odbywało - nieczynne pojazdy trakcyjne były przesyłane do ZNTK pociągami towarowymi. Przyszło mi więc „mieszkać" na pokładzie SM30 przez ładnych kilka dni. Coś jak repatrianci ze Wschodu jadący po wojnie na Ziemie Odzyskane...

Do pociągu podjechała praska ST44-1001. Oczywiście poszedłem zobaczyć czy nie jedzie przypadkiem mój znajomy maszynista Bogdan Sas z którym rok wcześniej odbywałem praktyki zawodowe. Niestety - jechał ktoś inny, więc po kilku chwilach rozmowy wróciłem „do siebie". Gdzieś koło południa szarpnięcie ruszającego składu rozpoczęło wyprawę...

Podmuch wiatru rzucił w szybę kabiny większą porcję deszczowych kropel. Ten nagły szum wyłączył retrospekcję - sepia wspomnień ustąpiła miejsca kolorom rzeczywistości. Te w jesienno-zimową noc nie są zbyt bogate - czarny granat zachmurzonego nieba, brązowa szarość ziemi i zeschłych traw, pomarańczowe lampy sodowe i bladobiałe rtęciówki, światła na semaforach - i to właściwie wszystko. Gdzie więc ma swoje źródło magia nocnej jazdy?

O 22.10 jestem w Chynowie. Jeden wyspowy peron, na parterze dworca nastawnia „Chn". Za dworcem po prawej plac ładunkowy, po lewej tor dodatkowy numer 4. To właśnie tu wjechał pociąg 12171 z konwojowaną przeze mnie lokomotywą. Od Chynowa do Radomia pociąg miał obsadę konduktorską z racji wykonywania pracy manewrowej na stacjach. Jakoś za niedługo zjawia się u mnie kierownik pociągu z wiadomością że na moją lokomotywę... nie ma listu przewozowego! A skoro nie ma, to on wyłącza lokomotywę z pociągu i odsyła do stacji początkowej, czyli do Okęcia. Zaczęło się wydzwanianie - do kierownika warsztatu, do dyspozytora, na Główną Towarową na odprawę pociągów... List był nadany, tyle że teraz go nie ma. Kierownik nie chce dalej jechać i ma rację - w składzie pociągu nie może być „lewego" taboru. W końcu dyżurny ruchu wypisał list zastępczy i kiedy-niekiedy późnym popołudniem pojechaliśmy dalej...

Dziś - pół minuty postoju i odjazd. Tor 4 zaczyna znikać pod kożuchem zwiędłych traw. Plac ładunkowy pusty, jedynie jesienią jest tu jaki-taki ruch z powodu buraków cukrowych. Rozjazdy na wyjeździe, strzeżony przejazd i stacja Chynów zostaje w tyle...

Jednotorowy odcinek Warka - Radom jest jednym z moich ulubionych. Zapewne jako jeden z nielicznych lub wręcz jedyny cieszę się że jeszcze nie dotarła tu modernizacja i kolej nadal funkcjonuje „w starym stylu". No, może nie w całkiem starym bo sygnalizacja wszędzie jest już świetlna, ale jednotorowa linia z mijankami ma w sobie niepowtarzalne „coś", tym większe, że na Mazowszu prawie wszystkie linie są dwutorowe. Mój dzisiejszy 12245 nie czeka co prawda na żadnej mijance, ale miło jest wpadać na otulone lasem stacyjki. Jeszcze milej, gdy to wpadanie odbywa się zgodnie z rozkładem jazdy. Dwa boczne perony, kilka latarni, przypięte do słupków rowery, ktoś po kogoś podjechał samochodem, jaskrawozielone oko semafora wyjazdowego i znów skok w objęcia nocy...

Godzina 23.18 - Radom. Pociąg 12245 skończył bieg i opustoszał. Po „dwójce" jedzie ładowny „węglarz". W kierunku Pionek, więc do elektrowni „Kozienice". Sznur Eaos-ów ciągnie za sobą warkocz hałasu, niektóre koła poklepują płaskimi miejscami. Kiedy wszystko cichnie, patrzę na puste perony i po chwili znów jestem w krainie malowanej sepią. Wtedy też dotarłem do Radomia wieczorem. Pociąg 12171 został rozformowany, dodali mnie do innego pociągu i dobrze po północy odjechałem w kierunku Skarżyska.

Obudził mnie ranek, chłód i... cisza. To pewnie Skarżysko. Nie widać żadnych peronów. Na nastawni tablica: Skarżysko Północne. Aha... Ciepły wrześniowy dzień i słodkie nieróbstwo. Dobrze że jeszcze mam zapasy z domu, bo na tym odludziu raczej nie ma sklepów... Zostaję dodany do następnego składu, który po południu jest przeciągnięty do Skarżyska-Kamiennej. Mam szczęście - przed moją lokomotywą są niskie wagony-wapniarki, mam zatem lepszy widok niż dotychczas, kiedy to jechałem między krytymi. Jakoś przed wieczorem odjazd, ale co to - z powrotem do Warszawy? E, nie - jakoś tak w bok i w prawo. Czytam na kolejnych peronach: Skarżysko Kościelne, Marcinków, Wąchock... Aha, przez Tarnobrzeg. Jedzenie, spanie...

Znów obudziło mnie zimno i cisza. Patrzę - noc i mgła. Zupełnie nie wiem gdzie jestem. Majaczą jakieś niewyraźne światła, ale lepiej nie wychodzić - pociąg odjedzie i będzie kłopot... Odgłos ruszającego parowozu i za chwilę z mgły wyłania się osobowy. Czyli gdzieś tam w przodzie jest peron. Szarpnięcie - jedziemy dalej. Oby nie przegapić nazwy stacji... Jest. „Grębów" - głosi tablica na peronie. Czyli że jedziemy do Rozwadowa. Hmm... Jakoś tak naokoło świata...

Trzeciego dnia rano budzę się na stacji Rozwadów Towarowy. Trzeba by się wybrać do sklepu... Wypytawszy przechodzącego rewidenta idę po zakupy na Rozwadów Osobowy. Życzliwy kolejarz podarował mi także talon na zupę regeneracyjną, mogę więc skorzystać z kolejowej stołówki. Wracając spotykam takiego samego „nomada" jak ja - warsztatowiec z Białegostoku jedzie do Nowego Sącza z nieczynną SM42-864. Nasze lokomotywy stoją na tym samym torze, tyle że oddzielone od siebie kilkunastoma wagonami. Może dalej pojedziemy razem... Białostocczanin zaprasza na kawę. Siedzimy w kabinie i gwarzymy, nagle szarpnięcie - jedziemy! Coś mnie tknęło żeby wyjrzeć przez okno. O rety - moja lokomotywa zostaje! Łapię klucze i zeskakuję w biegu. Kubek z kawą został... Okazało się, że ilość wagonów przekroczyła rozkładową liczbę osi i dlatego nie wszystko pojechało w drogę. Jak się znów uzbiera, to pojedzie następny pociąg...

Zanim się uzbierało, minęła noc. Czwartego dnia rano pociąg 23486 prowadzony przez ST43-69 odjechał z Rozwadowa. Ciekawe dokąd dziś dojadę? Czytam na mijanych stacjach: Grębów... Tarnobrzeg... Ocice... Dęba Rozalin... Majdan Królewski... Cmolas... Kolbuszowa... Widełka... Głogów Małopolski... Rzeszów... Rzeszów Staroniwa... Rzeszów Osiedle... Boguchwała... Stoimy. Słyszę, że gaśnie silnik lokomotywy. Idę na zwiady do maszynisty. Jest zamknięcie, postoimy trochę. Zatem szybka wyprawa do sklepu po prowiant. Ruszamy dalej. Czudec... Strzyżów nad Wisłokiem... Wiśniowa... Frysztak... Przybówka... Znów jakaś stacja rozrządowa, lokomotywa odjeżdża od składu, nastaje cisza. To pewnie Jasło... Pomału zaczynam mieć dość tej kolejowej Odysei. Spać...

Budzi mnie potężne uderzenie w lokomotywę, niemalże jak trzęsienie ziemi. To „doszły" do mnie wagony odrzucone podczas manewrów. Rozglądam się - to już nie Jasło. Ze zmęczenia nawet nie słyszałem odgłosów jazdy. Stróże - głosi napis na budynku dworca. Szybka wyprawa do sklepu. Dobrze że szybka, bo niedługo po powrocie odjazd w dalszą drogę. Jestem już w górach, szlak składa się z samych esów-floresów i wspina się nieustannie. Grybów... Biała Wyżna... Ptaszkowa... Teraz w dół i hamowanie co chwila - Kamionka Wielka... Mszalnica... Wreszcie westchnienie ulgi: Nowy Sącz Jamnica. Czyli już blisko... W Nowym Sączu „Głównym" okazuje się jednak, że nie całkiem blisko. Lokomotywy są wstawiane na teren ZNTK tylko raz na dobę, o szóstej rano. Więc dopiero jutro... Ale za to spotykam ponownie gościa z SM42-864, zatem wraca do mnie mój kubek (tyle że już bez kawy). Ugadujemy sobie spanie w noclegowni - po pięciu dniach koczowania dobrze jest pospać w przyzwoitych warunkach. Jeszcze wypad na miasto celem pomyszkowania po sklepach (to był rok 1984) a potem śpimy jak zabici...

Szóstego dnia od wyjazdu z Okęcia lokomotywa SM30-097 została zdana w ZNTK Nowy Sącz do naprawy okresowej.

- Dzień dobry mechaniku, zahamujemy!
Zjawienie się rewidenta nakazuje wrócić do teraźniejszości. Trzeba się szykować do drogi powrotnej. Pociąg 21224 odjeżdża z Radomia o 4.54.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wiersz poranny

czwartek, 10 stycznia 2008 14:04
skrzydło ręcznika
płoszy mgłę z ziewających oczu
prysk świeżych kropel
ma zapach czekających obowiązków
w radiu deszcz
słońce
wskaźniki indeksów
w teczce chleb
przełożony pragnieniem sukcesu
głowa pełna
pomysłów
ten dobry
inny do niczego
schody
winda
ulica
z różnościami dnia nowego

w kuchni na talerzu
zostało
niedokończone
ale nas zbaw ode złego


10 stycznia 2008

komentarze (0) | dodaj komentarz

Noworoczne Skierniewice

czwartek, 03 stycznia 2008 14:52

Po prawie martwym poranku noworoczne popołudnie ożywa ludźmi zdążającymi z towarzyską wizytą „jedni do drugich, drudzy do pierwszych”. Idąc na stację mijam walające się na chodnikach opakowania po sylwestrowych „strzelawkach” i butelki po rozmaitych alkoholach. Lubimy świętować – to nie ulega wątpliwości – lecz jakie jest to nasze świętowanie? Oczywiście nie myślę w tym momencie o świętowaniu oficjalnym, państwowym – Sylwester i Nowy Rok to czas wybitnie towarzyski. No właśnie – jak hałas petard i wypite szampany służą ubogaceniu naszych wzajemnych relacji? Płytka czy wręcz zupełnie płaska wesołość raczej nie jest tym samym co radość wspólnego przebywania ze sobą...


Przyjechawszy do Warszawy Zachodniej idę na peron drugi. Teraz trzydzieści minut czekania. Bierze mróz, świetlny termometr na budynku podstacji energetycznej wskazuje -2 stopnie. Zaczyna padać rzadki śnieg. Jakoś ostatnimi czasy zima zaczyna się dopiero od Nowego Roku...

Miejski wieczór bije w niebo pomarańczową łuną. Wobec pomarańczowości peronowych świateł biel wagonowych świetlówek jest jeszcze bardziej zimna. Pustawe podmiejskie pociągi przyjeżdżają i odjeżdżają, zjawia się również ten mój – 9220 ze Skierniewic. Tor 22 dawno już nie był podbijany, ma wysadziny i wychlapy ale wciąż obowiązuje na nim 40 km/godz. według wskazań semafora wjazdowego. EN57-1668 i EN57-1682 wtaczają się w peron skrzypiąc i kiwając się na nierównościach. Zmiennik przekazuje usterkę – na 1682 trzy razy zaciął się wał kułakowy. Zatem po raz kolejny mówię sobie w myślach „jakoś to będzie” - i zaczynam następny odcinek kolejowej „Neverending story”. Między Zachodnią a Ochotą hamowanie kontrolne. Na luz – ale mimo jazdy po spadku szybkość pociągu dalej nieznacznie maleje. Któryś wagon lekko „trzyma”. Poprawiam luzowanie elektropneumatycznie – wyluzował. Jasne – w drodze używa się hamulca elektropneumatycznego, zaś pneumatyczny pozostaje w gotowości do działania. Jednak przy ujemnej temperaturze może stać się „niemrawy”, dlatego wykonuje się kontrolne hamowanie żeby pobudzić go do działania.

Ze Wschodniej jako służbowy na Grochów, „runda honorowa” po wianku i wyjazd na Wschodnią już jako pociąg 236. Hamowanie kontrolne – i znów to samo, któryś „trzyma”. Poprawka luzem ep – pomogło. Trzeba będzie w Skierniewicach obejrzeć dokładnie...

Na Wschodniej wsiada kierownik pociągu – drobna, niewysoka pani Elżbieta z Siedlec. Jeszcze jest kilka minut do odjazdu, nawiązuje się zatem krótka rozmowa – o nowym roku, świętowaniu, kolei... Jak to zwykle bywa przy takich rozmowach – wypływa temat „kto czym wraca”. Ja odjeżdżam ze Skierniewic dopiero rano, pani Elżbieta wraca jeszcze dziś ostatnim pociągiem do Warszawy i dzieli się ze mną swoimi obawami na ten temat. Wiadomo – niektórzy rozładowują swój świąteczny entuzjazm w sposób nie bardzo cywilizowany...


Godzina 20.33 - odjazd. Zamykam drzwi kabiny bo blask oświetlenia wnętrza odbija się w szybie czołowej utrudniając widoczność. Zostaję sam na sam z nastawnikiem, przyrządami, radiotelefonem i tym wszystkim co widzę przed sobą. Ze służbowego dochodzi gwar rozmowy, z prawej strony niestrudzenie cyka szybkościomierz, radiotelefon odzywa się wywołaniami i odpowiedziami. Huk mostu średnicowego, potem hałas zamknięty w ciasnej przestrzeni tunelu. Jasno oświetlone Śródmieście, gęsty szpaler podróżnych po obu stronach toru. 236 to jeden z najpopularniejszych pociągów do Skierniewic... „Lewa strona – gotów!” Beee!... Psss... „Prawa – gotów! Odjazd!” Beee!... Psss... Jak zwykle, jak kolejna kromka chleba powszedniego...

Za Ursusem światła wielkiego miasta zostają z tyłu. Noworoczny wieczór wciąż prószy śniegiem. Powietrze jest bardzo przejrzyste – w przodzie widać trzy zielone światła na kolejnych semaforach odstępowych. Powyżej 80 km/godz. do cykającego szybkościomierza dołącza się swoim terkotaniem jego wałek napędowy. Świst powietrza w nieszczelnościach bocznych okien przypomina odgłos czajnika w którym już, już za moment zacznie wrzeć woda... Na peronach i w wagonach spokojnie, pociąg 237 dociera planowo do Skierniewic. Zjazd w tory postojowe, zmiana czoła i czas na „małe co nieco”. Ale jeszcze przedtem sprawdzę termostaty żeby nie przegrzewać zanadto pociągu. Idąc wzdłuż wagonów czuję na jednym z pomostów zapach jakby spawania, jakby kwarcówki... A więc łuk elektryczny! Szybkie spojrzenie na grzejniki – przez perforowaną obudowę jednego z nich widać rozpalone do białości elementy, już-już zaczynające sypać iskrami niczym choinkowe zimne ognie... Biegiem do kabiny i wyłączam ogrzewanie pociągu. Udało się – nie ma pożaru, nie przepalił się też główny bezpiecznik ogrzewania w szafie wysokiego napięcia. Przestawiam przełącznik wybiorczy ogrzewania w pozycję 1/3 żeby felerny grzejnik nie był pod napięciem i mogę wreszcie zająć się posiłkiem.


Podjadłszy mało-wiele biorę się za sprawdzenie hamulca. Trzeba dokładnie zobaczyć co się dzieje. Hamuję skład pneumatycznie, potem przestawiam kran w położenie luzowania i idę sprawdzić czy wszystkie wagony odhamowały. Klucz nastawnika kierunku z powodzeniem zastępuje rewidencki młotek na długim trzonku, trzeba się tylko bardziej schylić... Czyste, metaliczne „bammmm” - w porządku, klocki hamulcowe zwolniły nacisk na obręcz koła. Głuche, matowe „pachhhh” - wagon jest zahamowany. Tuś mi, bratku... Usterkuje zawór rozrządczy na EN57-1682s. Wolę go profilaktycznie wyłączyć teraz, w torach postojowych, niż później biegać stojąc gdzieś na szlaku. Wchodzenie w pośpiechu pod wagon może się źle skończyć... Co prawda wyprawa pod wagon stojący na zapaćkanym smarami torze postojowym też nie należy do przyjemności, ale powoli... ostrożnie... i ubranie pozostało czyste. Jeszcze tylko wypuścić powietrze z odciętego układu hamulca – i widać, jak tłoki cylindrów hamulcowych posłusznie wracają do położenia wyjściowego.


Kilka minut przed czwartą rano podstawiam się w perony jako pociąg 9200 do Warszawy Wschodniej. Dyżurna peronowa – drobna, sympatyczna pani Teresa – doręcza wydruk rozkazu z ograniczeniami szybkości na trasie. Wsiadają dwaj dawni znajomi – maszyniści z Odolan. Ha ha ha – pan Władek mnie nie poznał! No cóż – minęło te parę lat...

Jedziemy – ale od Radziwiłłowa zaczynają się kłopoty z wałem kułakowym na 1682. To właśnie to o czym mówił wczoraj zmiennik. Co prawda cofnięcie nastawnika do „0” i ponowne załączenie pomaga, ale usterka zaczyna powtarzać się coraz częściej i częściej... Po przyjeździe do Warszawy czeka mnie jeszcze jazda pociągiem 261 do Żyrardowa, powrót 20532 i przekazanie zmiennikowi, który pojedzie do Pilawy, wróci i dopiero wtedy tabor zjedzie na Ochotę Postojową. Wiem że na nieplanową zamianę taboru nie ma co liczyć, ale dzwonię do dyspozytora żeby nie planował jednostek dalej w drogę. Ten obieg jakoś się do końca objedzie, nawet ciągnąc na jedną jednostkę...

O szóstej rano z Warszawy do Żyrardowa nie jedzie zbyt wielu podróżnych, więc bez problemu przyjeżdżam rozkładowo. Powrót będzie trudniejszy – 7.44 z Żyrardowa, czyli pora dojazdów do szkół. Na peronie znów dwaj znajomi – wsiada pan Janusz, który weźmie ode mnie tabor i pojedzie do Pilawy, i pan Bogdan, jadący na służbę 53. Mamy dużo czasu żeby przed przekazaniem służby omówić pracę taboru – z Żyrardowa do Warszawy Zachodniej jedzie się 45 minut. Jesteśmy prawie planowo – dwie minuty przy obfitej frekwencji i kulawym taborze to całkiem niezły wynik. Zmiennik pojechał dalej, ja idę na przystanek Warszawa Wola do pociągu 15425. Pan Bogdan, którego przywiozłem do pracy, wiezie mnie teraz do domu...

 

Na legionowskich ulicach zwykły powszedni ruch. Jest drugi stycznia – Nowy Rok stał się rokiem bieżącym.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


Kalendarz

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Przeżycia i wspomnienia ze szlaku... a może i nie tylko ze szlaku...

O mnie

Witam! Marek jestem, z Legionowa koło Warszawy. Zawodowo - maszynista Kolei Mazowieckich; niezawodowo - trochę fotograf, trochę marzyciel, trochę "leśny ludzik"...
Prawdopodobnie zawitają tu również nie-kolejarze, jeśli zatem jakieś sformułowanie będzie niezrozumiałe - zapraszam do korespondencji: marek.leg@gmail.com

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 20.03.2010 18:55:16
  • autor: nelka778
  • treść: superowy bloog życzę...

Statystyki

Odwiedziny: 259189
Wpisy
  • liczba: 150
  • komentarze: 785
Galerie
  • liczba zdjęć: 227
  • komentarze: 130
Księga gości: 140
Punkty konkursowe: 1702
Bloog istnieje od: 1141 dni

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 16.02.2010 10:03:52
  • autor: wojtech
  • punkty: 100
  • treść: Naprawde ciekawy blo...