Po prawie martwym poranku noworoczne popołudnie ożywa ludźmi zdążającymi z towarzyską wizytą „jedni do drugich, drudzy do pierwszych”. Idąc na stację mijam walające się na chodnikach opakowania po sylwestrowych „strzelawkach” i butelki po rozmaitych alkoholach. Lubimy świętować – to nie ulega wątpliwości – lecz jakie jest to nasze świętowanie? Oczywiście nie myślę w tym momencie o świętowaniu oficjalnym, państwowym – Sylwester i Nowy Rok to czas wybitnie towarzyski. No właśnie – jak hałas petard i wypite szampany służą ubogaceniu naszych wzajemnych relacji? Płytka czy wręcz zupełnie płaska wesołość raczej nie jest tym samym co radość wspólnego przebywania ze sobą...
Przyjechawszy do Warszawy Zachodniej idę na peron drugi. Teraz trzydzieści minut czekania. Bierze mróz, świetlny termometr na budynku podstacji energetycznej wskazuje -2 stopnie. Zaczyna padać rzadki śnieg. Jakoś ostatnimi czasy zima zaczyna się dopiero od Nowego Roku...
Miejski wieczór bije w niebo pomarańczową łuną. Wobec pomarańczowości peronowych świateł biel wagonowych świetlówek jest jeszcze bardziej zimna. Pustawe podmiejskie pociągi przyjeżdżają i odjeżdżają, zjawia się również ten mój – 9220 ze Skierniewic. Tor 22 dawno już nie był podbijany, ma wysadziny i wychlapy ale wciąż obowiązuje na nim 40 km/godz. według wskazań semafora wjazdowego. EN57-1668 i EN57-1682 wtaczają się w peron skrzypiąc i kiwając się na nierównościach. Zmiennik przekazuje usterkę – na 1682 trzy razy zaciął się wał kułakowy. Zatem po raz kolejny mówię sobie w myślach „jakoś to będzie” - i zaczynam następny odcinek kolejowej „Neverending story”. Między Zachodnią a Ochotą hamowanie kontrolne. Na luz – ale mimo jazdy po spadku szybkość pociągu dalej nieznacznie maleje. Któryś wagon lekko „trzyma”. Poprawiam luzowanie elektropneumatycznie – wyluzował. Jasne – w drodze używa się hamulca elektropneumatycznego, zaś pneumatyczny pozostaje w gotowości do działania. Jednak przy ujemnej temperaturze może stać się „niemrawy”, dlatego wykonuje się kontrolne hamowanie żeby pobudzić go do działania.
Ze Wschodniej jako służbowy na Grochów, „runda honorowa” po wianku i wyjazd na Wschodnią już jako pociąg 236. Hamowanie kontrolne – i znów to samo, któryś „trzyma”. Poprawka luzem ep – pomogło. Trzeba będzie w Skierniewicach obejrzeć dokładnie...
Na Wschodniej wsiada kierownik pociągu – drobna, niewysoka pani Elżbieta z Siedlec. Jeszcze jest kilka minut do odjazdu, nawiązuje się zatem krótka rozmowa – o nowym roku, świętowaniu, kolei... Jak to zwykle bywa przy takich rozmowach – wypływa temat „kto czym wraca”. Ja odjeżdżam ze Skierniewic dopiero rano, pani Elżbieta wraca jeszcze dziś ostatnim pociągiem do Warszawy i dzieli się ze mną swoimi obawami na ten temat. Wiadomo – niektórzy rozładowują swój świąteczny entuzjazm w sposób nie bardzo cywilizowany...
Godzina 20.33 - odjazd. Zamykam drzwi kabiny bo blask oświetlenia wnętrza odbija się w szybie czołowej utrudniając widoczność. Zostaję sam na sam z nastawnikiem, przyrządami, radiotelefonem i tym wszystkim co widzę przed sobą. Ze służbowego dochodzi gwar rozmowy, z prawej strony niestrudzenie cyka szybkościomierz, radiotelefon odzywa się wywołaniami i odpowiedziami. Huk mostu średnicowego, potem hałas zamknięty w ciasnej przestrzeni tunelu. Jasno oświetlone Śródmieście, gęsty szpaler podróżnych po obu stronach toru. 236 to jeden z najpopularniejszych pociągów do Skierniewic... „Lewa strona – gotów!” Beee!... Psss... „Prawa – gotów! Odjazd!” Beee!... Psss... Jak zwykle, jak kolejna kromka chleba powszedniego...
Za Ursusem światła wielkiego miasta zostają z tyłu. Noworoczny wieczór wciąż prószy śniegiem. Powietrze jest bardzo przejrzyste – w przodzie widać trzy zielone światła na kolejnych semaforach odstępowych. Powyżej 80 km/godz. do cykającego szybkościomierza dołącza się swoim terkotaniem jego wałek napędowy. Świst powietrza w nieszczelnościach bocznych okien przypomina odgłos czajnika w którym już, już za moment zacznie wrzeć woda... Na peronach i w wagonach spokojnie, pociąg 237 dociera planowo do Skierniewic. Zjazd w tory postojowe, zmiana czoła i czas na „małe co nieco”. Ale jeszcze przedtem sprawdzę termostaty żeby nie przegrzewać zanadto pociągu. Idąc wzdłuż wagonów czuję na jednym z pomostów zapach jakby spawania, jakby kwarcówki... A więc łuk elektryczny! Szybkie spojrzenie na grzejniki – przez perforowaną obudowę jednego z nich widać rozpalone do białości elementy, już-już zaczynające sypać iskrami niczym choinkowe zimne ognie... Biegiem do kabiny i wyłączam ogrzewanie pociągu. Udało się – nie ma pożaru, nie przepalił się też główny bezpiecznik ogrzewania w szafie wysokiego napięcia. Przestawiam przełącznik wybiorczy ogrzewania w pozycję 1/3 żeby felerny grzejnik nie był pod napięciem i mogę wreszcie zająć się posiłkiem.
Podjadłszy mało-wiele biorę się za sprawdzenie hamulca. Trzeba dokładnie zobaczyć co się dzieje. Hamuję skład pneumatycznie, potem przestawiam kran w położenie luzowania i idę sprawdzić czy wszystkie wagony odhamowały. Klucz nastawnika kierunku z powodzeniem zastępuje rewidencki młotek na długim trzonku, trzeba się tylko bardziej schylić... Czyste, metaliczne „bammmm” - w porządku, klocki hamulcowe zwolniły nacisk na obręcz koła. Głuche, matowe „pachhhh” - wagon jest zahamowany. Tuś mi, bratku... Usterkuje zawór rozrządczy na EN57-1682s. Wolę go profilaktycznie wyłączyć teraz, w torach postojowych, niż później biegać stojąc gdzieś na szlaku. Wchodzenie w pośpiechu pod wagon może się źle skończyć... Co prawda wyprawa pod wagon stojący na zapaćkanym smarami torze postojowym też nie należy do przyjemności, ale powoli... ostrożnie... i ubranie pozostało czyste. Jeszcze tylko wypuścić powietrze z odciętego układu hamulca – i widać, jak tłoki cylindrów hamulcowych posłusznie wracają do położenia wyjściowego.
Kilka minut przed czwartą rano podstawiam się w perony jako pociąg 9200 do Warszawy Wschodniej. Dyżurna peronowa – drobna, sympatyczna pani Teresa – doręcza wydruk rozkazu z ograniczeniami szybkości na trasie. Wsiadają dwaj dawni znajomi – maszyniści z Odolan. Ha ha ha – pan Władek mnie nie poznał! No cóż – minęło te parę lat...
Jedziemy – ale od Radziwiłłowa zaczynają się kłopoty z wałem kułakowym na 1682. To właśnie to o czym mówił wczoraj zmiennik. Co prawda cofnięcie nastawnika do „0” i ponowne załączenie pomaga, ale usterka zaczyna powtarzać się coraz częściej i częściej... Po przyjeździe do Warszawy czeka mnie jeszcze jazda pociągiem 261 do Żyrardowa, powrót 20532 i przekazanie zmiennikowi, który pojedzie do Pilawy, wróci i dopiero wtedy tabor zjedzie na Ochotę Postojową. Wiem że na nieplanową zamianę taboru nie ma co liczyć, ale dzwonię do dyspozytora żeby nie planował jednostek dalej w drogę. Ten obieg jakoś się do końca objedzie, nawet ciągnąc na jedną jednostkę...
O szóstej rano z Warszawy do Żyrardowa nie jedzie zbyt wielu podróżnych, więc bez problemu przyjeżdżam rozkładowo. Powrót będzie trudniejszy – 7.44 z Żyrardowa, czyli pora dojazdów do szkół. Na peronie znów dwaj znajomi – wsiada pan Janusz, który weźmie ode mnie tabor i pojedzie do Pilawy, i pan Bogdan, jadący na służbę 53. Mamy dużo czasu żeby przed przekazaniem służby omówić pracę taboru – z Żyrardowa do Warszawy Zachodniej jedzie się 45 minut. Jesteśmy prawie planowo – dwie minuty przy obfitej frekwencji i kulawym taborze to całkiem niezły wynik. Zmiennik pojechał dalej, ja idę na przystanek Warszawa Wola do pociągu 15425. Pan Bogdan, którego przywiozłem do pracy, wiezie mnie teraz do domu...
Na legionowskich ulicach zwykły powszedni ruch. Jest drugi stycznia – Nowy Rok stał się rokiem bieżącym.
poniedziałek, 22 marca 2010
Licznik odwiedzin: 259187
| « styczeń » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Przeżycia i wspomnienia ze szlaku... a może i nie tylko ze szlaku...
Witam! Marek jestem, z Legionowa koło Warszawy. Zawodowo - maszynista Kolei Mazowieckich; niezawodowo - trochę fotograf, trochę marzyciel, trochę "leśny ludzik"...
Prawdopodobnie zawitają tu również nie-kolejarze, jeśli zatem jakieś sformułowanie będzie niezrozumiałe - zapraszam do korespondencji: marek.leg@gmail.com