Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Od 1%" BORDER="0"

Zdjęcia w galeriach.


Łowickie reminiscencje

sobota, 30 czerwca 2007 22:18
W Łowiczu nie byłem od 8 lutego czyli od dnia kiedy to „415 nie dojechał". Kolejne zmiany w planie pracy powodowały że jazda do Łowicza przepadała. Dopiero 28 czerwca ponownie prowadzę pociąg 415. Jednostka prowadząca ta sama co wówczas - EN57-1571, jako druga EN57-1656. Tym razem obyło się bez problemów, jedynie kilka minut postoju pod wjazdem na Zachodnią gdyż w peronach zdefektował pociąg do Skierniewic. Zdarza się...
Z Łowicza odjeżdżam o 16.49 jako pociąg 40868 do Mińska Mazowieckiego. Za peronami oddala się w prawo tor do stacji Łowicz Przedmieście. Przypomina mi się pewne zdarzenie...

Początek grudnia, rok 1990, może 1991. Zostaję wysłany do pilotowania pociągu 1605 „Piast". Skutkiem zimowych perturbacji „porwały się" planowe przejścia maszynistów i pociąg prowadzi gość nie znający szlaku. Pilotuję do Łowicza, jednak trasa pociągu wiedzie przez Bednary - Arkadię - Łowicz Przedmieście w kierunku Łodzi, z pominięciem Łowicza Głównego. Muszę zatem dojechać do Łodzi gdyż w Łowiczu Przedmieście nie ma postoju. Mam jednak szczęście - Przedmieście „trzyma" pod wjazdem! Szybkie pożegnanie i wysiadam „na ląd". Głos pociągu wraz z sygnałami końcowymi znika w oddali a przede mną trzykilometrowy spacer do Łowicza Głównego, skąd powrót „pasażerem" do Warszawy.
Grudzień, około osiemnastej. To już praktycznie noc. Wobec huku maszyn elektrowozu cisza łowickich peryferii jest wręcz niesamowita. Spadł pierwszy śnieg który dodatkowo głuszy wszystko. Granatowa czerń nocy spoczywa na poduszce lekkiej mgły pomieszanej z „pomarańczowością" miejskich świateł... Przez chwilę podążam wzdłuż toru, jednak po kilkudziesięciu metrach zauważam wyraźną ścieżkę w bok. Tor zatacza szeroki łuk, ścieżka prowadzi po jego cięciwie. Wiemy z geometrii że to sporo bliżej, skręcam zatem w nieznane...
Jakieś 200 metrów miedzą wśród pól, potem płytki poprzeczny rów, wzdłuż niego szpaler drzew. Bezlistne gałęzie ozdobione świeżą bielą, której nie strąca najmniejszy nawet powiew. Wyraźna dotąd ścieżka zanikła zupełnie. Wracać? Hmm, mogę nie zdążyć na osobowy... Podążam dalej „na azymut". Równe rzędy niewysokich drzew uświadamiają mi że jestem... w sadzie. W CZYIMŚ sadzie... Robi mi się cieplej. To pewnie od tego marszu... Nie wiem jak długi jest sad, ciemność i nieznany teren nie sprzyja określaniu odległości. Wtem rzędy drzew kończą się i wychodzę... na podwórko. Na CZYJEŚ podwórko... Dusza coraz bardziej wędruje w kierunku ramienia. Wystarczy że będzie tu pies... Ściskam w kieszeni moją jedyną „broń" - kolejowy klucz-kwadrat. Na przeciwległym końcu podwórka zauważam uchyloną furtkę przyjaźnie zapraszającą do wyjścia na pomarańczową jasność ulicy. Głębszy wdech - i kilkadziesiąt metrów przez cudzą posesję. Ulica - wydech... Emocje opadają dopiero w pociągu. Eskapada „na skróty" mogła skończyć się bardzo różnie - nie na darmo stare przysłowie powiada: „Kto drogi prostuje - ten w domu nie nocuje..."

komentarze (2) | dodaj komentarz

Piastów

piątek, 29 czerwca 2007 14:40
Monotonny furkot powietrza w uchylonym oknie kabiny ustąpił miejsca innemu odgłosowi - szum klocków przyciśniętych do obręczy kół przechodzi chwilami w śpiewny, zaciągający wysokim tonem pisk. Wskazówka szybkościomierza drobnymi kroczkami opada ku coraz mniejszym liczbom. 80... 70... 60... Początek peronu. 50... 40... Spostrzegam na peronie człowieka ubranego „na kolejowo". Jakbym go skądś pamiętał... Przez mgnienie nasze spojrzenia spotykają się. Zbyszek? Mieszkał właśnie w Piastowie. To samo przenikliwe spojrzenie, choć czupryna i wąsy już nie tak kruczoczarne jak kiedyś... Momentalnie staje mi przed oczami odolańska EU07-064 i witający się ze mną zmiennik. 30... 20... Pies rasy „nijakiej" biega po peronie węsząc niespokojnie. Ma na sobie obrożę ale właściciela nie widać... Zgubił się albo został porzucony, zaczęły się wakacje a z psem nie wszędzie można pojechać... 10... 0. Chwila postoju i „9264 - odjazd!". „O masz - wskoczył!" - relacjonuje kierownik a mnie przypomina się tytuł dziecięcej lektury: „O psie który jeździł koleją". Szybkościomierz znów jednostajnie cyka, wskazówka pnie się: 20... 30... 40... Kierownik przychodzi do kabiny, rozmawiamy o tym jak ludzie traktują swoje zwierzęta. 50... 60... 70... Zbyszek, jeśli mnie poznał, pewnie też przyjdzie do czoła pociągu. 80... Nastawnik do zera i jedziemy z rozpędu. Hamowanie... W Ursusie pies wyskoczył z pociągu i wznowił swoje nerwowe poszukiwania. Zbyszek nie przyszedł - widocznie mnie nie poznał, przecież to już tyle lat... A może to był tylko ktoś podobny...

komentarze (4) | dodaj komentarz

Przetoki

niedziela, 24 czerwca 2007 21:22
Bywa że maszynista jest w pracy lecz wcale nie prowadzi pociągu. Tak wyglądają na przykład „przetoki" czyli manewrowanie po terenie lokomotywowni i torów postojowych. Podstawianie taboru na przegląd, do mycia, wyprowadzanie na tory postojowe skąd już jako pociąg odjedzie w drogę... Właśnie takie coś przypadło mi w udziale.
Czerwcowy wieczór, zbliża się najkrótsza noc w roku. Rzemieślnicy właśnie skończyli przegląd jednej z jednostek. Ostrożnie wyjeżdżam przed halę na stanowisko „wodowania" czyli napełniania zbiorników WC. Kilkanaście minut postoju i dalej, w tory postojowe...
Gasnący zmierzch coraz szybciej chowa się za zachodni horyzont. Tuż za ogrodzeniem lokomotywowni wielotorowy szlak Warszawa Zachodnia - Warszawa Włochy. Właśnie przejeżdża jakiś dalekobieżny - jego chóralne „ta-ta, ta-ta! ta-ta, ta-ta!" odbija się od budynków i zwielokrotnione echem staje się słyszalne niemal ze wszystkich stron. Za torami nocna czerń bujnego listowia drzew. Tuż obok mnie - w międzytorzu - lnica pospolita rozkwita coraz liczniej i coraz bujniej, przeplatana błękitem chabrów, bielą rumianku i jeszcze jakichś drobnych kwiatów których nie znam. Obok budynku studni głębinowej lśnią smaczną czerwienią czereśnie. Pewnie kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu któryś z maszynistów przechodząc tędy wypluł pestkę... Przy dawnym budynku dyspozytorni rozkwita właśnie lipa, jej słodko-miodowy zapach miesza się z ostrą wonią nowych podkładów złożonych nieopodal w pryzmę. Łykam koktajl tych wrażeń - i odpływam...

Cscscscscscscscscs...
cscscscscscscscscs...
cscscscscscscscscs...
Jednostajne cykanie niestrudzonego świerszcza wyolbrzymia ciszę na peronie. Latarnie dobrotliwie pochylają oprawy z długimi jarzeniówkami. Jedna ze świetlówek „nie łapie zapłonu" - miga nieregularnie a gdy gaśnie - jej końce czerwienieją niby policzki kogoś podejmującego jakiś wielki wysiłek. Zza torów, znad pobliskiego jeziorka napływa bezgłośnie rześki wieczorny powiew niosąc niepowtarzalny, wodno-łąkowy aromat. Na torach ogólnych trzy próżne węglarki i dwa kryte czekają na zabranie po rozładunku. Na torze dziewiątym przy rampie stoi skład platform pod załadunek maszyn rolniczych. Res, Res, Rs, Rmms, Kbkk - mozaika serii wagonów ciągnie się przez całą długość rampy. W oddali pięć czerwonych oczek strzeże wyjazdu na szlak. Po prawej majaczy sylweta nieużywanej od dziesięcioleci wieży ciśnień - jej czarna postać ledwo odcina się od ciemnego granatu nieba. Za torami drewniane słupy linii teletechnicznej maszerując gęsiego znikają w ciemności.
Wtem zgrzytliwym dysonansem rozlega się chrypienie głośnika: „Pociąg osobowy z Ełku do Olsztyna wjedzie na tor przy peronie pierwszym". Jak ziarna piasku z rozprutego worka - tak z poczekalni na peron wysypuje się sznureczkiem tłumek podróżnych. Zza nastawni wykonawczej wyłaniają się trzy ognistożółte ślepia, nad nimi zawadiacko zakręcony pióropusz pary a z tyłu rząd oświetlonych okien. „Ta-tatata-ta-tatatata!" - słychać coraz bliżej na kolejnych stykach szyn. Ogromna, sycząca „gorącość" przejeżdża tuż obok, spod uchylonej klapy popielnika, niczym spod zmarszczonych brwi łypią na mnie czerwone oczy rozżarzonego żużla. Ol49-27 - zdążyłem zauważyć tabliczkę na budce. Poczwórna „Bipa", z tyłu „jedynka" i „poczta". Piszczą klocki hamulcowe, zgrzyt rozsuwanych drzwi, pocztowcy na końcu monotonnie liczą przerzucane paczki... Siadam na „piętrze" wagonu i kiwając się razem z poczciwym pudłem na nierównościach mazurskiego szlaku słucham monotonnej wyliczanki trzyosiowego wózka: tatata - - tatata - - tatata... Wokół wagonowych lamp roje owadów, przez otwarte okno zalatuje dym z parowozu... Pisk hamulców przecina ciszę kolejnych, uśpionych już przystanków z trawiastym peronem i trzema, czterema latarniami. To ostatni wieczorny pociąg do Olsztyna na tej linii, pojedyńcze osoby szybko znikają w mroku podążając do domu sobie tylko znanymi ścieżkami. Jedziemy dalej, lawirując między pagórkami i jeziorami. W mijanych miejscowościach coraz rzadsze ogniki oświetlonych okien, pozostają w tyle kolejne skrzyżowania toru z lokalnymi drogami. Samotne latarnie, wokół których kłębią się niezliczone ćmy, niestrudzenie strzegą bezpieczeństwa na przejazdach. Co i raz zaklekocze metalicznie luźna śruba mocująca szyny do podkładów. Linia jest drugorzędna, więc w stanie „takim sobie"...

Długim, zda się niekończącym łukiem w lewo pociąg wjeżdża do Czerwonki. Skład wygina się na rozjazdach, stękają czopy skrętu i podparcia boczne pudeł wagonów, wreszcie postój przy peronie drugim. Obok, przy peronie pierwszym stoi „Ganz" - wagon spalinowy serii SN61 z jednym „Ryflakiem" - wagonem o ogromnych rozsuwanych drzwiach w połowie długości. To pociąg do Lidzbarka Warmińskiego. Odjazd to mały spektakl - oba pociągi ruszają równocześnie! Jedziemy „okno w okno" przez całą stację, potem linia na Lidzbark odbija w lewo i w dół, by zaraz szerokim łukiem w prawo przejść pod wiaduktem linii olsztyńskiej. Liczyłem że wiadukt będzie miejscem spotkania, jednak maszynista „Ganza" rozpoczął kontrolne hamowanie i dwuwagonowy składzik został w tyle...

Olsztyn Główny zatrzymał pociąg pod semaforem drogowskazowym w okręgu Ol3. Widocznie krzyżuje się przebieg z innym pociągiem... Tuż po prawej górka rozrządowa. Na jej szczycie stara kształtowa tarcza rozrządowa. Blaszane ramię, niegdyś białe, ma na sobie patynę sadzy z parowozów, dniem i nocą pchających składy do rozrządu z górki. Ramię jest podniesione pod kątem, wskazuje sygnał Rt2 - „Pchać powoli". Jakiś huragan wygiął je tak, że jest podobne teraz do ogromnego, z lekka zakrzywionego palca wskazującego który ostrzega wszystkich wokół: „no, no, no...". Trwa rozrząd, ustawiacz długim drągiem odczepia wagony. Sprzęg, zrzucony z haka dynda popiskując rytmicznie, jakby zdumiony swoją nagłą bezczynnością... Po obu jego stronach węże hamulcowe spuszczają wstydliwie swoje czerwone główki. „Pchać powoli" - czyli do trzech kilometrów na godzinę. Jeszcze kilka metrów... i odczepiony wagon toczy się coraz szybciej po pochyłości górki na tor kierujący go ku nowemu miejscu przeznaczenia. Skład wciąż jest pchany. Rozlega się metaliczne, nieregularne „kling! kliklikling!klikling..." - to luźne klocki hamulcowe obijają się o obręcze kół. Chwila - i wagon kryty serii Gbgs toczy się na wyznaczony tor. Teraz dwie platformy serii Kbkks. „Pierwsza - wolniej na górkę!" - krzyczy przez megafon nastawniczy. Widocznie odstępy między jadącymi z górki wagonami stają się zbyt małe i nie można bezpiecznie przestawiać zwrotnic, stąd to strofowanie maszynisty żeby się zbytnio nie rozpędzał. „Pierwsza" to w domyśle „Rezerwa pierwsza". Lokomotywy pracujące przy manewrach stacyjnych zwyczajowo nazywane są rezerwami. Taki kolejowy żargon...
Platformy pojechały, teraz czteroosiowa węglarka serii Eaos. Jest ładowna, resory głośno skrzypią. „Mmm... mmiii... mmmmmiiiii...". „Y! Y, y, y, yyyy..." - stęka w odpowiedzi tor. Ustawiacz podważa sprzęg drążkiem ale pałąk nie spada z haka. „Pierwsza - zatrzymaj! Pierwsza - zatrzymaj! Nie może odpiąć!" - krzyczą megafony. Tabor pchany jest na górkę „bez powietrza", hamuje tylko lokomotywa. Wzdłuż składu przebiega dreszcz rozciągających się sprzęgów, klocki bezładnie klapią o koła, po sekundzie metaliczny rumor cichnie, ustawiacz wchodzi między wagony i rozłącza sprzęg ręcznie. „Pierwsza - spychamy dalej do rozrządu!". Cztery „cementówki" serii Ucs, kryty Gags, dwie wapniarki Tikkm... Skład jest coraz krótszy, na jego końcu czarny syczący mocarz. To nie jazda pociągiem - nie ma tu charakterystycznego „pufania" i kłębów pary. Jest monotonny syk parowej dmuchawki zapewniającej ciąg w kominie i odgłos pracującego turbogeneratora - ni to brzęczenie, ni to bzyczenie... Turbogenerator (w żargonie „dynamo") to nic innego jak turbinka parowa połączona z prądnicą do zasilania oświetlenia parowozu. Rurka wylotu pary z turbinki wystaje nieco ponad kocioł w pobliżu budki maszynisty i wypuszcza jednostajny, cienki pióropusz pary. Parowóz powoli defiluje przede mną, na budce pyszni się jego „wizytówka": Ty2-1310...

 - Mareeek!
Rety, czy powrót do rzeczywistości musi być tak brutalny?...
 - Zasnąłeś tam czy co? Nawodowane już, jedź na siedemnasty i przyprowadź z jedenastego na trzeci.
Zamykam „księgę retrospekcji" i chwytam narzędzie pracy - czyli nastawnik...

komentarze (11) | dodaj komentarz

Na ratunek!

piątek, 08 czerwca 2007 16:10
Późnym popołudniem 7 czerwca jadę na nocną służbę numer 18/19. Mam dojechać jako pasażer do Otwocka, przyjąć pozostawione tam jednostki i wrócić do Warszawy jako pociąg 9518. W dni świąteczne nie wszystkie pociągi kursują, przez to zdarzają się dojazdy „pasażerem". Mój poprzednik przyjechał do Otwocka prawie pół dnia wcześniej, zamknął tabor i wrócił jako pasażer, mnie trafiła się sytuacja odwrotna.
W peronach otwockiej stacji czekają na mnie EN57-1564 i EN57-1659. Rozpoczynam dość mozolną procedurę uruchamiania. Włączam baterię i sprężarkę pomocniczą do podnoszenia pantografów. Monotonne „prprprprprprprpr..." rozlega się spod wagonu silnikowego. To samo robię na drugiej jednostce. Wracam na pierwszą - powietrza jest już tyle że można podnieść pantograf. Po chwili charakterystyczny trzask przeskakującej iskry świadczy o zetknięciu się ślizgacza z siecią trakcyjną. Włączam wyłącznik szybki - kolejny charakterystyczny odgłos, tym razem pod wagonem. Teraz uruchamiam przetwornicę główną która dostarcza niskiego napięcia do obwodów sterowania, oświetlenia i ładowania baterii. Wskazówka woltomierza skacze z 90 na 110 Volt - czyli wszystko w porządku. Jeszcze sprężarka główna - i pół pociągu jest uruchomione. Powtarzam te same czynności na drugiej jednostce. Sprężarki napełniają układ pneumatyczny a ja idę do czołowej kabiny i włączam sterowanie całego pociągu ze stanowiska maszynisty. Wszystko działa sprawnie, jednak potrzebna jest jeszcze jedna wyprawa wzdłuż pociągu - trzeba wyłączyć sprężarki pomocnicze i zlikwidować przełączenia obwodów wykonane na czas uruchamiania. To wymaga wizyty w szafkach aparatowych na obu jednostkach. Przy okazji sprawdzam oświetlenie i ogólny stan pociągu.
Tak krzątając się słyszę z peronowych głośników: „Maszynista pociągu 9518 - proszę zgłosić się na radiotelefon". Wróciwszy do kabiny zgłaszam się:
- 9518 - słucham Otwocka.
 - Jest zadanie dla pana, w Zabieżkach uszkodził się 2132 i trzeba go ściągnąć. Uruchomiony pan już?
 - Tak, gotowy jestem, możemy działać.
Już się domyślam sytuacji. 2132 zapewne składa się z jednej jednostki i nawaliła przetwornica albo sprężarka. Pozostaje tylko ściągnięcie innym, sprawnym taborem. Na semaforze wyświetla się białe światło - „Jazda manewrowa dozwolona". Wystawiam się w tor numer 1 i zmieniwszy kabinę ruszam „na ratunek". Jadę jako pociąg służbowy, nie zabieram pasażerów. W Śródborowie, Pogorzeli, Starej Wsi - grupki podróżnych czekają na spóźniającego się „Dębliniaka" który nie wiadomo gdzie przepadł... Zamiast niego - w przeciwnym kierunku gna pełną szybkością jakiś „pociąg-widmo"... W Zabieżkach semafor wjazdowy wskazuje „Stój".
- 113351 - proszę zgłosić się do Zabieżek
 - Tak, zgłaszam się.
 - Podyktuję panu rozkaz pisemny „O", będzie wjazd na tor częściowo zajęty.
Wyjmuję bloczek rozkazów i notuję pod dyktando dyżurnej:
- Rozkaz pisemny „O" numer 1, dla pociągu 113351, dnia 7 czerwca 2007 roku...
 - Tak, dalej...
 - Działka druga: Wjazd na tor częściowo zajęty z szybkością do 20km/godz. Na kilometrze 46,800 stoi uszkodzony pociąg 2132. Zachować ostrożność.
 - Tak...
 - Stacja Zabieżki, posterunek „Zb" , godzina 22.18, dyżurna ruchu (nazwisko).
Teraz ja recytuję zapisaną treść podając numer rozkazu z mojego bloczka i nazwisko. Po tych kolejowych konwenansach można już wjechać w stację. Oczywiście na sygnał zastępczy - urządzenia sterowania ruchem nie pozwolą na podanie sygnału zezwalającego, gdyż tor na który wjeżdżam jest zajęty. Ostrożnie zbliżam się do pojedyńczej EN57-1808 i bardziej stwierdzam niż pytam maszynistę:
- Padła przetwornica?
 - Ano padła...
Łączymy tabor. Delikatny dojazd... i silne „chlap!" świadczy o połączeniu się samoczynnych sprzęgów. Ręcznie otwieramy przewody powietrzne i łączymy „klawiatury" czyli elektryczne sprzęgi wielokrotnego sterowania. Robimy „przeniesienie napięcia" - teraz przetwornica z mojej drugiej jednostki zasilać będzie także sterowanie i oświetlenie na 1808. Ponownie zmieniam kabinę i po sprawdzeniu sterowania i próbie hamulca jesteśmy gotowi do drogi. Pociąg jak za najlepszych kolejowych czasów - trzy EN57! Kierownik uzgadnia z dyspozytorem dalszy tok postępowania. 2132 ma już prawie godzinę spóźnienia, zatem postoimy kilka minut w Otwocku i dalej pojedziemy planowo jako pociąg 9518. Uspokajamy podróżnych - niektórzy mają przesiadkę na Kołobrzeg i na Zakopane. Ale 38203 odjeżdża z Warszawy Wschodniej o 23.58, 53702 o 0.03, my zjawiamy się na Wschodniej o 23.55. Sytuacja jest przynajmniej częściowo opanowana...
Na Ochocie Postojowej zostawiam nieszczęsny tabor warsztatowcom i biorę się za dalszy ciąg służby. Przygotowuję do drogi EN57-1653 i EN57-1742 które rano pojadą do Pilawy jako pociąg 901. Coś jest źle - skład zbyt ciężko rusza. Czyżby gdzieś pozostał nieodkręcony hamulec ręczny? Aż mi się wierzyć nie chce, zawsze sprawdzam wszystkie... Idę jeszcze raz wzdłuż pociągu. Pod wagonem silnikowym drugiej jednostki (EN57-1653s) mocno ucieka powietrze przy zaworze rozrządczym hamulca. Wagon nie odhamowuje, dlatego skład ciężko rusza. Dzwonię do mistrza zmianowego:
- Panie Piotrze, jest kłopot na torze 136 - nie luzuje silnikowy na 1653, ucieka powietrze na zaworze rozrządczym.
 - Dobra, podeślę kogoś.
Usterka zostaje usunięta, nie trzeba zmieniać taboru. Zresztą - z zamianą też mógłby być kłopot, jest dzień powszedni, wszystko co „żywe" wyjeżdża w drogę... Tym razem się udało.
Rano idę na Zachodnią przyjąć skład od pociągu 9800 i jechać do Czachówka Południowego jako służbowy 09161. Kolega przyprowadza EN57-1700 i EN57-1796. Tu też usterka - odłączony hamulec elektropneumatyczny. Dostaje gdzieś „obce zasilanie" i hamuje sam z siebie w najmniej odpowiednich momentach. Pozostaje hamulec podstawowy, pneumatyczny. Jest nieco wolniejszy w działaniu jednak nie zagraża to bezpieczeństwu i nie dyskwalifikuje taboru z ruchu. Wracam z Czachówka jako 9160 i planowo jestem na Wschodniej. Jeszcze zjazd na Grochów i na dziś koniec. Nie zawsze są kwiaty w torach i uśmiechanie się do wspomnień. Bywa również tak jak było dziś...

komentarze (6) | dodaj komentarz

Rumianki w Ciechanowie

czwartek, 07 czerwca 2007 13:17
...Pipipip...
...Pipipipipipipip...
...Pipipipipipipipipip!
...PIPIPIPIPIPIPIP!!!
Druga dwadzieścia. Cztery godziny snu to trochę mało ale nie czas teraz na lenistwo - czynności przed wyjściem do pracy są wyliczone niemalże co do minuty. O 3.30 wychodzę na spotkanie kolejnego dnia. Kolory świtu mieszają się z ptasim śpiewem. Pociąg pośpieszny Kołobrzeg - Kraków. Staję na korytarzu. Miejsce może bym i znalazł, ale moja podróż jest krótka a i nie tęskno mi do przedziałowego zaduchu. Korytarz jest pusty - już nie te czasy, kiedy każdy skrawek miejsca w pociągu był wykorzystany. Ech, te dawne podróże... sterty plecaków, śpiewy przy gitarze, przedzieranie się do „Warsu" a tam na bufecie radio grające przez całą noc do znudzenia „Kapitańskie tango" Alibabek... Czerwiec i miarowy stuk kół wagonu wywołują przedziwną mieszankę optymizmu i nostalgii. Wakacje... Dla mnie oczywiście definitywna przeszłość, jednak wciąż podsycana przez kolejową teraźniejszość...
Warszawa Zachodnia, 4.57. Idę na przystanek Warszawa Wola. Kolega „z nocy" wyprowadza mi EN57-1903 którą pojadę do Ciechanowa jako pociąg 1523. Nieśmiertelne słowo „Odjazd" pada o godzinie 5.58. Mogłoby się wydawać, że pociąg wyjeżdżający z Warszawy w powszedni poranek nie będzie miał imponującej frekwencji, jednak podróżnych jest całkiem sporo. Pewnie wracają z nocnej zmiany... W Legionowie i Chotomowie dużo młodzieży, to już pora dojazdów do szkoły. Pociąg napełnia sie wesołością, radosny rejwach towarzyszyć mi będzie przez resztę drogi. Nowy Dwór Mazowiecki - duża wymiana podróżnych. Wracający do domu rozchodzą się żwawo, młodzi żywiołowo rozmawiają przekrzykując się nawzajem. Jedni wysiedli, inni wsiedli - jadą do szkół w Nasielsku i Ciechanowie. Raźno i planowo podążam przez czerwcowy mazowiecki poranek. W Ciechanowie o 8.19 pociąg pustoszeje - skończył bieg. Odjeżdżam manewrować - „przestawiam się" z toru nr 1 na tor 4 przy peronie drugim. Z okna nastawni dyżurny ruchu macha pomarańczową chorągiewką - „Do mnie". Mijam rozjazdy i za chwilę słychać przez radiotelefon: „1523 - wystarczy, można zatrzymać". Zmiana kabiny i zjeżdżam na „czwórkę". Mam teraz prawie dwie godziny postoju. Śniadanie - tak, oczywiście, lecz nie samym jedzeniem człowiek żyje. Cała ciechanowska stacja jest kolorowa od kwiatów. Z jednej strony to niedobrze - ekspansja roślinności świadczy o braku systematycznego odchwaszczania torów. Jednak wrażenie jest imponujące - czerwony dywan maków przetykany intensywną niebieskością ptasiej wyki, bielą rumianków, żółtością jaskrów i jeszcze jakichś innych kwiatów których nie znam... Hmm,hmm... Zakup atlasu roślin stanie się zapewne koniecznością... No nic, atlasu na razie nie mam ale mój przyjaciel Zenit jest dziś ze mną. Zjadłszy „małe co nieco" wychodzę na fotograficzny plener. Czekający na peronie podróżni nieznacznie spoglądają na gościa buszującego z aparatem po ukwieconych międzytorzach. Mnie tymczasem do wrażeń wzrokowych dołączają się wrażenia zapachowe - konkretnie zapach świeżych kwitnących rumianków. Niepowtarzalny, jakże inny od „Extractum chamomillae" z aptecznych torebek. Jeden z zapachów zbliżającego się lata...
O 10.17 odjeżdżam jako pociąg 5128. Ciepłe, słoneczne przedpołudnie rozleniwia. Otwieram okno żeby odpędzić senność - efekt pobudki o świcie. Droga mija bez kłopotów, tylko z Chotomowa do Legionowa jedziemy po torze niewłaściwym, czyli po „jedynce". Na „dwójce" jest awaria sieci trakcyjnej, sieciowcy właśnie usuwają usterkę. Zdarza się... O 12.38 docieram planowo do Warszawy Woli gdzie czeka już zmiennik. Szybkie przekazanie służby i za 3 minuty siedzę w pociągu wiozącym mnie do domu. A jutro wolne...

komentarze (1) | dodaj komentarz

 12  »

Zdjęcia w galeriach.


Kalendarz

« czerwiec »
pn wt śr cz pt sb nd
    010203
04050607080910
11121314151617
18192021222324
252627282930 

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Przeżycia i wspomnienia ze szlaku... a może i nie tylko ze szlaku...

O mnie

Witam! Marek jestem, z Legionowa koło Warszawy. Zawodowo - maszynista Kolei Mazowieckich; niezawodowo - trochę fotograf, trochę marzyciel, trochę "leśny ludzik"...
Prawdopodobnie zawitają tu również nie-kolejarze, jeśli zatem jakieś sformułowanie będzie niezrozumiałe - zapraszam do korespondencji: marek.leg@gmail.com

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 20.03.2010 18:55:16
  • autor: nelka778
  • treść: superowy bloog życzę...

Statystyki

Odwiedziny: 259189
Wpisy
  • liczba: 150
  • komentarze: 785
Galerie
  • liczba zdjęć: 227
  • komentarze: 130
Księga gości: 140
Punkty konkursowe: 1702
Bloog istnieje od: 1141 dni

Konkursy i nagrody

Ostatnio przyznana nagroda:

  • data: 16.02.2010 10:03:52
  • autor: wojtech
  • punkty: 100
  • treść: Naprawde ciekawy blo...