Bywa że maszynista jest w pracy lecz wcale nie prowadzi pociągu. Tak wyglądają na przykład „przetoki" czyli manewrowanie po terenie lokomotywowni i torów postojowych. Podstawianie taboru na przegląd, do mycia, wyprowadzanie na tory postojowe skąd już jako pociąg odjedzie w drogę... Właśnie takie coś przypadło mi w udziale.
Czerwcowy wieczór, zbliża się najkrótsza noc w roku. Rzemieślnicy właśnie skończyli przegląd jednej z jednostek. Ostrożnie wyjeżdżam przed halę na stanowisko „wodowania" czyli napełniania zbiorników WC. Kilkanaście minut postoju i dalej, w tory postojowe...
Gasnący zmierzch coraz szybciej chowa się za zachodni horyzont. Tuż za ogrodzeniem lokomotywowni wielotorowy szlak Warszawa Zachodnia - Warszawa Włochy. Właśnie przejeżdża jakiś dalekobieżny - jego chóralne „ta-ta, ta-ta! ta-ta, ta-ta!" odbija się od budynków i zwielokrotnione echem staje się słyszalne niemal ze wszystkich stron. Za torami nocna czerń bujnego listowia drzew. Tuż obok mnie - w międzytorzu - lnica pospolita rozkwita coraz liczniej i coraz bujniej, przeplatana błękitem chabrów, bielą rumianku i jeszcze jakichś drobnych kwiatów których nie znam. Obok budynku studni głębinowej lśnią smaczną czerwienią czereśnie. Pewnie kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu któryś z maszynistów przechodząc tędy wypluł pestkę... Przy dawnym budynku dyspozytorni rozkwita właśnie lipa, jej słodko-miodowy zapach miesza się z ostrą wonią nowych podkładów złożonych nieopodal w pryzmę. Łykam koktajl tych wrażeń - i odpływam...
Cscscscscscscscscs...
cscscscscscscscscs...
cscscscscscscscscs...
Jednostajne cykanie niestrudzonego świerszcza wyolbrzymia ciszę na peronie. Latarnie dobrotliwie pochylają oprawy z długimi jarzeniówkami. Jedna ze świetlówek „nie łapie zapłonu" - miga nieregularnie a gdy gaśnie - jej końce czerwienieją niby policzki kogoś podejmującego jakiś wielki wysiłek. Zza torów, znad pobliskiego jeziorka napływa bezgłośnie rześki wieczorny powiew niosąc niepowtarzalny, wodno-łąkowy aromat. Na torach ogólnych trzy próżne węglarki i dwa kryte czekają na zabranie po rozładunku. Na torze dziewiątym przy rampie stoi skład platform pod załadunek maszyn rolniczych. Res, Res, Rs, Rmms, Kbkk - mozaika serii wagonów ciągnie się przez całą długość rampy. W oddali pięć czerwonych oczek strzeże wyjazdu na szlak. Po prawej majaczy sylweta nieużywanej od dziesięcioleci wieży ciśnień - jej czarna postać ledwo odcina się od ciemnego granatu nieba. Za torami drewniane słupy linii teletechnicznej maszerując gęsiego znikają w ciemności.
Wtem zgrzytliwym dysonansem rozlega się chrypienie głośnika: „Pociąg osobowy z Ełku do Olsztyna wjedzie na tor przy peronie pierwszym". Jak ziarna piasku z rozprutego worka - tak z poczekalni na peron wysypuje się sznureczkiem tłumek podróżnych. Zza nastawni wykonawczej wyłaniają się trzy ognistożółte ślepia, nad nimi zawadiacko zakręcony pióropusz pary a z tyłu rząd oświetlonych okien. „Ta-tatata-ta-tatatata!" - słychać coraz bliżej na kolejnych stykach szyn. Ogromna, sycząca „gorącość" przejeżdża tuż obok, spod uchylonej klapy popielnika, niczym spod zmarszczonych brwi łypią na mnie czerwone oczy rozżarzonego żużla. Ol49-27 - zdążyłem zauważyć tabliczkę na budce. Poczwórna „Bipa", z tyłu „jedynka" i „poczta". Piszczą klocki hamulcowe, zgrzyt rozsuwanych drzwi, pocztowcy na końcu monotonnie liczą przerzucane paczki... Siadam na „piętrze" wagonu i kiwając się razem z poczciwym pudłem na nierównościach mazurskiego szlaku słucham monotonnej wyliczanki trzyosiowego wózka: tatata - - tatata - - tatata... Wokół wagonowych lamp roje owadów, przez otwarte okno zalatuje dym z parowozu... Pisk hamulców przecina ciszę kolejnych, uśpionych już przystanków z trawiastym peronem i trzema, czterema latarniami. To ostatni wieczorny pociąg do Olsztyna na tej linii, pojedyńcze osoby szybko znikają w mroku podążając do domu sobie tylko znanymi ścieżkami. Jedziemy dalej, lawirując między pagórkami i jeziorami. W mijanych miejscowościach coraz rzadsze ogniki oświetlonych okien, pozostają w tyle kolejne skrzyżowania toru z lokalnymi drogami. Samotne latarnie, wokół których kłębią się niezliczone ćmy, niestrudzenie strzegą bezpieczeństwa na przejazdach. Co i raz zaklekocze metalicznie luźna śruba mocująca szyny do podkładów. Linia jest drugorzędna, więc w stanie „takim sobie"...
Długim, zda się niekończącym łukiem w lewo pociąg wjeżdża do Czerwonki. Skład wygina się na rozjazdach, stękają czopy skrętu i podparcia boczne pudeł wagonów, wreszcie postój przy peronie drugim. Obok, przy peronie pierwszym stoi „Ganz" - wagon spalinowy serii SN61 z jednym „Ryflakiem" - wagonem o ogromnych rozsuwanych drzwiach w połowie długości. To pociąg do Lidzbarka Warmińskiego. Odjazd to mały spektakl - oba pociągi ruszają równocześnie! Jedziemy „okno w okno" przez całą stację, potem linia na Lidzbark odbija w lewo i w dół, by zaraz szerokim łukiem w prawo przejść pod wiaduktem linii olsztyńskiej. Liczyłem że wiadukt będzie miejscem spotkania, jednak maszynista „Ganza" rozpoczął kontrolne hamowanie i dwuwagonowy składzik został w tyle...
Olsztyn Główny zatrzymał pociąg pod semaforem drogowskazowym w okręgu Ol3. Widocznie krzyżuje się przebieg z innym pociągiem... Tuż po prawej górka rozrządowa. Na jej szczycie stara kształtowa tarcza rozrządowa. Blaszane ramię, niegdyś białe, ma na sobie patynę sadzy z parowozów, dniem i nocą pchających składy do rozrządu z górki. Ramię jest podniesione pod kątem, wskazuje sygnał Rt2 - „Pchać powoli". Jakiś huragan wygiął je tak, że jest podobne teraz do ogromnego, z lekka zakrzywionego palca wskazującego który ostrzega wszystkich wokół: „no, no, no...". Trwa rozrząd, ustawiacz długim drągiem odczepia wagony. Sprzęg, zrzucony z haka dynda popiskując rytmicznie, jakby zdumiony swoją nagłą bezczynnością... Po obu jego stronach węże hamulcowe spuszczają wstydliwie swoje czerwone główki. „Pchać powoli" - czyli do trzech kilometrów na godzinę. Jeszcze kilka metrów... i odczepiony wagon toczy się coraz szybciej po pochyłości górki na tor kierujący go ku nowemu miejscu przeznaczenia. Skład wciąż jest pchany. Rozlega się metaliczne, nieregularne „kling! kliklikling!klikling..." - to luźne klocki hamulcowe obijają się o obręcze kół. Chwila - i wagon kryty serii Gbgs toczy się na wyznaczony tor. Teraz dwie platformy serii Kbkks. „Pierwsza - wolniej na górkę!" - krzyczy przez megafon nastawniczy. Widocznie odstępy między jadącymi z górki wagonami stają się zbyt małe i nie można bezpiecznie przestawiać zwrotnic, stąd to strofowanie maszynisty żeby się zbytnio nie rozpędzał. „Pierwsza" to w domyśle „Rezerwa pierwsza". Lokomotywy pracujące przy manewrach stacyjnych zwyczajowo nazywane są rezerwami. Taki kolejowy żargon...
Platformy pojechały, teraz czteroosiowa węglarka serii Eaos. Jest ładowna, resory głośno skrzypią. „Mmm... mmiii... mmmmmiiiii...". „Y! Y, y, y, yyyy..." - stęka w odpowiedzi tor. Ustawiacz podważa sprzęg drążkiem ale pałąk nie spada z haka. „Pierwsza - zatrzymaj! Pierwsza - zatrzymaj! Nie może odpiąć!" - krzyczą megafony. Tabor pchany jest na górkę „bez powietrza", hamuje tylko lokomotywa. Wzdłuż składu przebiega dreszcz rozciągających się sprzęgów, klocki bezładnie klapią o koła, po sekundzie metaliczny rumor cichnie, ustawiacz wchodzi między wagony i rozłącza sprzęg ręcznie. „Pierwsza - spychamy dalej do rozrządu!". Cztery „cementówki" serii Ucs, kryty Gags, dwie wapniarki Tikkm... Skład jest coraz krótszy, na jego końcu czarny syczący mocarz. To nie jazda pociągiem - nie ma tu charakterystycznego „pufania" i kłębów pary. Jest monotonny syk parowej dmuchawki zapewniającej ciąg w kominie i odgłos pracującego turbogeneratora - ni to brzęczenie, ni to bzyczenie... Turbogenerator (w żargonie „dynamo") to nic innego jak turbinka parowa połączona z prądnicą do zasilania oświetlenia parowozu. Rurka wylotu pary z turbinki wystaje nieco ponad kocioł w pobliżu budki maszynisty i wypuszcza jednostajny, cienki pióropusz pary. Parowóz powoli defiluje przede mną, na budce pyszni się jego „wizytówka": Ty2-1310...
- Mareeek!
Rety, czy powrót do rzeczywistości musi być tak brutalny?...
- Zasnąłeś tam czy co? Nawodowane już, jedź na siedemnasty i przyprowadź z jedenastego na trzeci.
Zamykam „księgę retrospekcji" i chwytam narzędzie pracy - czyli nastawnik...
komentarze (11) | dodaj komentarz